SHIBUYA


Translate Polish to English

O psiej wierności, plastykowym jedzeniu i sztuce przetrwania na skrzyżowaniu.


„Mój przyjaciel Hachikō”

Jednym z naszych ulubionych i najczęściej odwiedzanych miejsc w Tokio jest dystrykt Shibuya. A dokładnie rzecz biorąc jego część położona przy słynnym skrzyżowaniu Shibuya (Shibuya Crossing), zaraz naprzeciw stacji metra i równie słynnego wyjścia nr 8, gdzie stoi pomnik jednego z najwierniejszych czworonogów w historii psiej i ludzkiej – Hachikō (hachi – osiem; ko – przyrostek używany do tworzenia zdrobnień).
Uroczy, złotobrązowy, puchaty pies rasy Akita został w 1924r. zaadoptowany przez profesora Uniwersytetu Tokijskiego – Hidesaburō Ueno. Dzień w dzień, kiedy zbliżała się pora powrotu Ueno z pracy, Hachi wychodził na stację Shibuya i witał swojego pana. W maju 1925r. Hachi nie doczekał się powrotu właściciela – Ueno zmarł w czasie prowadzenia wykładu. Wierny pies przychodził codziennie na to samo miejsce, o tej samej porze jeszcze przez ponad dziewięć lat. W tym czasie jego historia doczekała się publikacji w prasie lokalnej i krajowej. Wzniesiono mu również pomnik z brązu, na odsłonięciu którego nawet się pojawił. Po śmierci swojego pana Hachikō wybrał życie samotnika i tułał się po ulicach Shibuya. Zmarł w marcu 1935r. Jego ciało skremowano, a prochy pochowano na cmentarzu przy mogile Ueno. Do dziś Hachi jest zarówno w Japonii jak i poza jej granicami symbolem dozgonnej lojalności. Jego historia została zobrazowana w dwóch filmach: japońskim „Hachikō Monogatari” („Opowieść o Hachikō”) z 1987r i amerykańskim „Hachi: A Dog’s Tale” („Mój przyjaciel Hachiko”) z 2009r., gdzie w rolę profesora wcielił się Richard Gere. Przed oglądaniem radzę obficie zaopatrzyć się w chusteczki, bo to wyciskacze łez jakich mało.


Zasady przetrwania na Shibuya Crossing

Posąg Hachi – ozdabiany na każde większe święto, zgodnie z wymaganiami owego – służy nie tylko jako upamiętnienie niezwykłej psiej lojalności, ale także jako punkt spotkań i odniesienia dla wszystkich, którzy starają się odnaleźć w okolicach Shibuya. A biorąc pod uwagę tłumy jakie przelewają się przez okolicę nie jest to zadanie łatwe. Nie jest również łatwe przedzieranie się przez skrzyżowanie Shibuya, za którym rozciąga się imprezowe, kulinarne i zakupowe niebo okolicy. Naturę tego słynnego rozwidlenia doskonale oddaje jego angielska nazwa „scramble”, co dosłownie tłumaczyć można na „gramolić się”. Zanim wylądowaliśmy w Japonii słynne Shibuya Crossing znaliśmy z filmów takich jak „Między Słowami”. Spodziewaliśmy się tłumów, mas ludzi, przepychania itd., ale i tak nie przygotowało nas to na faktyczny efekt konfrontacji z fenomenem. Wszystko jest OK, dopóki stoi się grzecznie i czeka na zielone światło. Czekanie uprzyjemniają umieszczone na otaczających skrzyżowanie budynkach gigantyczne ekrany, wyświetlające reklamy, ogłoszenia i zwiastuny filmowe. A potem następuje coś, co przypomina rozpoczęcie walki na polu bitwy – najlepiej wyobrazić sobie to w zwolnionym tempie. Z pięciu stron – Shibuya Crossing jest zwieńczeniem pięciu ulic – w tym samym czasie ruszają na siebie masy ludzkie. Trajektoria ruchów poszczególnych osobników jest nie do przewidzenia, więc przez większość czasu trzeba się starać najzwyczajniej w nikogo nie walnąć. Zadanie trudne, aczkolwiek wykonalne. Chyba, że się jest 155cm skrzatem – jak pisząca te słowa. Wtedy przechodzenie przez Shibuya Crossing urasta do rangi sportu ekstremalnego. A ponieważ sporty ekstremalne i skoki adrenaliny uzależniają, często się zdarzało, że Andrzej i ja staliśmy na środku skrzyżowania, nagrywając filmy lub robiąc zdjęcia zjawisku, którego doprawdy nie da się opisać dopóki się go nie przeżyje. Na zakończenie tematu trzeba jeszcze dodać, że całkiem nowym poziomem ekstremum jest przechodzenie przez skrzyżowanie w czasie deszczu – setki parasoli tarasujących drogę wymagają, od uczestnika ruchu pieszego wysoce zaawansowanych umiejętności i technik survivalu. Podsumowując – genialna zabawa.

Shibuya Crossing

Shibuya Crossing

Shibuya Crossing

Shibuya Crossing

Shibuya Crossing

Shibuya Crossing

Sztuczne jedzenie i prawdziwe pieniądze

Po zabawie na środku skrzyżowania czas ruszyć głównym deptakiem Shibuya – Center Gai. Wypełniony po brzegi sklepikami, butikami, jadalniami, restauracjami oferuje niemal wszystko, czego można tylko zapragnąć: kosmicznie wyglądające ciuchy i obuwie dla mega-odważnych i całkiem konwencjonalne dla tych nieco mniej; kosmetyki – japońskie, koreańskie, amerykańskie, europejskie oraz z bliżej nieokreślonych krajów – w bardzo, bardzo atrakcyjnych cenach; przeurocze i do bólu milusie szczeniaki i kociaki, których dzikie harce albo błoga drzemka na wystawie sklepowej przyciągają oko zauroczonych potencjalnych klientów; no i oczywiście jedzenie – w każdej formie i treści: od sushi, przez ramen, po curry i steki. Wszystko czego dusza może zapragnąć znajduje się w Shibuya. Do zaszczycenia progów któregokolwiek z przybytków zachęcają bardzo kreatywni nagabywacze, trzymający znaki lub rozdający ulotki. Nierzadko tańczą na środku deptaka lub gawędzą z przechodniami, na wszelkie sposoby próbując udowodnić, że ich miejscówka jest tą jedyną właściwą do odwiedzenia. Teoretycznie nagabywanie przechodniów nie jest do końca legalne, ale sądząc po ich ilości i kreatywnym zuchwalstwie – siły porządkowe często przymykają oko na ich działalność, która nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz wzbogaca koloryt dzielnicy. Innym statycznym kusicielem restauracyjnym są bardzo realistycznie wyglądające plastykowe imitacje jedzenia na wystawach. Jedną z moich ulubionych replik jest piwo, którego piance i „pocącej” się szklance po prostu nie da się oprzeć. Podobnie jak w każdej dziedzinie życia, tak i w produkcji sztucznego jedzenia Japończycy dążą do doskonałości. Producenci replik biorą udział w krajowych konkursach, a przepisy ich wykonania są ściśle chronioną tajemnicą. Nie ma się w sumie czemu dziwić skoro jedne z największych firm produkujących sztuczne jedzenie – Iwasaki Be-I oraz Maizuru – swoje roczne zyski liczą w miliardach jenów. Sztuczne jedzenie to poważne i jak najbardziej prawdziwe pieniądze.


Koloryt Center Gai

Center Gai ze swoją szaloną i specyficzną atmosferą to miejsce narodzin równie specyficznej pop-kultury zwanej Kogal (kogal – zangielszczane słowo „kogyaru” oznaczające dziewczynę z liceum). Za jej kolebkę uważa się centrum handlowe „109” z ponad setką butików oferujących wszystko, co potrzebne do odziania się w stylu Kogal, czyli uniform szkolny w wersji super-mini: króciutka spódniczka, podkolanówki – musowo luźne i opadające w malowniczych fałdach, oraz apaszka albo krawat, a do tego buty na niebotycznej platformie. Nasze odwiedziny na Shibuya często kończyliśmy w barze Pronto, z którego otwartych na deptak okien podziwialiśmy niesamowicie barwny tłum zróżnicowanych, przenikających się i koegzystujących kultur dzielnicy. Innym doskonałym punktem widokowym jest kawiarnia Starbucks mieszcząca się w muzyczno-filmowo-komiksowo-książkowym centrum handlowym Tsutaya. Jedyny haczyk ultra-popularnej miejscówki to dość oczywista trudność ze znalezieniem stolika przy oknie. Ale bądźcie cierpliwi, a będzie wam dane – czymże jest godzina stania z kawą w garści, kiedy potem można delektować oko fenomenalnym widokiem Shibuya Crossing i przemieszczającymi się po nim masami ludzkimi. Okolice świąt bardziej lub mniej oficjalnych oferują dodatkowe bonusy zjawiskowe w postaci gangów motocyklowych Św. Mikołajów, „zaprzęgów reniferowych” (czyt. paru zapaleńców w kostiumach reniferów) własnoręcznie transportujących ochotników z jednej strony skrzyżowania na drugą, całej ekipy Mario Bros w gokartach czy fantastycznie kreatywnych przebierańców Halloweenowych.


Alejka Pijaków i sake w spodku

Wizyta na Shibuya była by nic warta bez wizyty w Genki Sushi. Przy czynnym udziale dziewczyn udało nam się pochłonąć chyba wszystko, co było dostępne w kuchni o czym świadczył piętrzący się przed nami, imponujący stos talerzy. Na zakończenie dnia i na dobre trawienie – wizyta w barze sake. Bar ten znaleźliśmy kiedyś przez zupełny przypadek, zapuszczając się ciemną, biegnącą wzdłuż torów, boczną alejkę Shibuya, która – jak się później okazało – rozwidla się w dwie uliczki pełne barów i izakaya. Przeurocze miejscówki te są mniej więcej wielkości pudełka od zapałek i mieszczą w sobie w porywach do 6 osób. Oczywiście im ciaśniej tym weselej. Nazwa alejki – Nonbei-yokochō – znana jest pod bardziej adekwatnym mianem „Alejka Pijaków” (Drunkard’s Alley). Nasz sake-bar prowadzony jest przez przesympatycznego Abe-sana, który mimo bariery językowej uczestniczy czynnie w konwersacjach na-migi-polsko-angielsko-japońskich i tłumaczy – na sowitych przykładach – sposób nalewania sake. Otóż kieliszek do sake ustawiany jest na małym spodeczku. Nalewając trunek serwujący przelewa go tak, że część płynu znajduje się w spodku. Ilość przelanego na spodeczku sake świadczy o tym, jak mile widzianym gościem się jest. Najwyraźniej jesteśmy bardzo mile widzianymi gośćmi – być może dlatego, że akurat jedynymi😉 – ponieważ nasze spodeczki, również potrzebują spodeczków. Dziewczyny na pamiątkę przemiłego wieczoru zostawiają polskiego piątaka, którego widzieliśmy z Andrzejem na własne oczy kilka miesięcy później, w czasie ostatniej przed opuszczeniem Japonii wizyty u Abe-sana. W czasie tej samej wizyty Abe-san miał również okazję pogadać (czyt. pomachać) na Skype z mamą Lucyną.


Instrukcja obsługi japońskiej taksówki

Jako, że pociągi podstępnie przestają kursować – do domu musimy udać się taksówką. Tokijskie taksówki są również podstępne – ich tylne drzwi pasażerskie otwierają się i zamykają automatycznie. Nikt nigdy o tym nie pamięta – a już na pewno nie po wizycie w Alejce Pijaków – i szarpie się z nimi jak ostatni barbarzyńca. Do czego najwyraźniej stoiccy taksówkarze są przyzwyczajeni, bo kompletnie na walkę z drzwiami nie reagują. Tak, czy inaczej udaje nam się do domu dojechać i wyjść bez szwanku przez czyhające na nasze życie i zdrowie automatyczne drzwi taksówki.


To by było na tyle
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola i Andrzej🙂


READ IN ENGLISH


SHIBUYA

My friend Hachikō

One of our favourite places in Tokyo is Shibuya district. Strictly speaking, its part located near the famous Shibuya Crossing. Just opposite a metro station with the equally famous exit No. 8. It owes its fame to a statue of the most faithful dogs in human and canine history – Hachikō (hachi – eight; ko – suffix used to create a diminutive).

Adorable, downy, golden-brown Akita-breed dog was adopted in 1924 by a Tokyo University professor – Hidesaburō Ueno. Every day, when the teacher was coming back from work, Hachi was waiting at the Shibuya station to greet his master. One day in May 1925 Hachi waited in vain. Ueno never returned from the University, where he died while conducting a lecture. The faithful dog for over nine years was returning to the same place at the same time to see if his master finally showed up. During this period, his story was published in both local and national papers. People of Tokyo erected a bronze statue as a tribute to faithful Hachi – he even showed up at the unveiling event. After the death of his master Hachikō chose a solitary life and wandered in solitude through the streets of Shibuya. He died in March 1935. His body was cremated and the ashes buried in the cemetery next to the Ueno’s grave. To this day – in Japan and across the globe – Hachi remains a symbol of undying loyalty and devotion. His story was portrayed in two movies: Japanese „Hachikō Monogatari” („A Tale of Hachikō”) (1987) and US „Hachi: A Dog’s Tale” (2009) where Richard Gere played a role of the university professor.

The art of survival at the Shibuya Crossing

The Hachi’s statue – adorned on every major holiday, according to its requirements – serves not only as a commemoration of the remarkable canine loyalty but also as a popular meeting and reference point for all those who are trying to get around the Shibuya district. And – taking into consideration massive crowds moving through the area – it is not an easy task. It is also not easy to get to the shopping, dining and party heaven, which lies just on the other side of Shibuya Crossing. The nature of this famous intersection perfectly captures its English name – „scramble”. Everything is quite OK, as long as you stand in one place, waiting for a green light. Adverts, short video clips and movie trailers displayed on huge screens placed on the surrounding buildings make waiting bearable and even pleasant.

And then the light turns green, starting something that resembles a battlefield scene – for the best possible effect, please try to imagine it in a slow-mo. From the five streets of Shibuya Crossing, at the same time, all the masses of people are rushing towards each other. It is not possible to predict the trajectory of individuals, so most of the time you are trying not to knock anyone down or being KOed yourself. A challenging, but doable task. Rain takes the experience to a whole new level. Slaloming between hundreds of umbrellas barricading your way requires highly advanced skills and survival techniques. To sum up – a brilliant fun.

Fake food and real money

After some fun in the middle of the crossing, it is time to move to the Shibuya main promenade – Center Gai. Packed with shops, boutiques and restaurants, it offers almost everything you can wish for. Cosmically-looking clothes, crazy shoes for the bold and more conventional for these a bit less. Cosmetics from Japan, Korea, US, Europe and some other unspecified countries in very attractive prices. Most adorable, cuddly puppies and kittens playing or blissfully napping on pet shop window displays. On top of that – the food. In any form: from sushi and ramen to curry and steaks. Most of the places have their representative who is encouraging the potential customers to step inside. Often the encouragement is in a very creative form of dancing, singing or chatting away with the passersby. In theory such activity is not exactly legal, however judging by the number of such personas the law enforcement turns a blind eye to their activities. And to be honest, they simply add up to the unique vibe that surrounds Shibuya. There are also more static advertisements of diners and restaurants – very real looking plastic imitations of food on the shop displays. Like in every aspect of life, so in the production of plastic food Japanese strive for the excellence. Replica manufacturers take part in all sorts of local and national competitions and their ‘food preparation’ recipes are closely guarded secrets. No wonder, though, when some of the largest companies producing fake food – Iwasaki Be-I and Maizuru – report their annual profits in billions of yens. Fake food is real money.

The vibe of Center Gai

Center Gai with its crazy and unprecedented atmosphere is the birthplace of equally specific pop-culture called Kogal (anglicised word of „kogyaru” meaning ‘a girl from high school’). Its cradle is considered to be shopping centre „109″. With over a hundred shops and boutiques, it offers everything you need to dress up in Kogal style: very short school-uniform-like skirts, knee socks – compulsorily loose and falling in picturesque folds, scarfs or ties and sky-high platform boots. For those who prefer more conservative clothing, Shibuya offers multi-storey shopping malls like Zara, H & M and Bershka.

A nearby Pronto Bar with its huge windows opening onto district streets is the perfect spot for people-watching. You could sit there for hours and admire wonderfully diverse and colourful crowds of interlacing and co-existing sub-cultures. Starbucks coffee shop, located in the music/film/manga/book shopping centre Tsutaya, is another great vantage point. The only catch of this ultra-popular spot is a difficulty in finding a table by the window. Multiple holidays – more or less official – add different flavours to the Shibuya Crossing awesomeness. Santa Clauses’ motorcycle gangs ride. Reindeer-dressed guys carrying willing pedestrians on their backs across the street. A bunch of Mario Bros. characters in go-karts, or fantastically creative Halloween crowd.

Drunkard’s Alley and sake in a saucer

Visiting Shibuya would be worthless without a stop at our favourite sake bar. We found this bar totally by accident, venturing into a dark and a bit dodgy alley, running along the train tracks. As it turned out, the side-street divides into two smaller lanes full of bars and izakayas. These most charming places are about the size of a matchbox and can hold up to 6 people. Of course, the tighter it is, the funnier it gets. The name of the street is quite adequate and translates into Drunkard’s Alley (Nonbei-Yokocho). Our sake-bar is run by super-nice Abe-san, who despite the language barrier participates actively in Polish/English/broken-Japanese conversations. On top of that, he explains the proper way of pouring sake. A sake glass is set on a small saucer. While pouring the liquor, you need to overflow the glass, so that some of the liquid ends up in the dish below. The amount of sake in the saucer is an indication of how welcomed the guests are.

A Japanese taxi manual

As the tricky Japanese trains stop their services around midnight, there is a need to go home by taxi. Tokyo taxis are equally tricky and their rear passenger doors open and close automatically. No one ever remembers about it – definitely not after visiting Drunkard’s Alley – and struggles with the doors like a barbarian. Apparently, taxi drivers are already accustomed to that fact, as they do not react in any way to a passenger attacking their vehicle.

Cheers and till the next read!

Ola and Andrzej🙂

2 thoughts on “SHIBUYA

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: