NIKKO


Translate Polish to English

Korzystając z odwiedzin mamy Lucyny i kuzynki Gosi wybieramy się do położonego w prefekturze Tochigi , 140km od Tokio, malowniczego, pełnego prześlicznych świątyń miasteczka Nikko. Jego urok jest tak duży, że Japończycy zwykli mawiać: „Nie mów ‘wspaniałe’, dopóki nie zobaczysz Nikko”.

Po piątkowych degustacjach sake pobudka o 5 rano jest oględnie mówiąc dość ciężkim przedsięwzięciem, ale jak na twardzieli przystało dajemy radę. Dają też radę nasze dwie dodatkowe towarzyszki podróży: sąsiadka Annika i jej koleżanka Emily. Wyposażeni w parasolki, bo siąpi nieciekawie, docieramy do stacji Akasaka Mitsuke skąd przedostajemy się do Asakusa i wreszcie pociągiem linii Tobu do Nikko.

Zbyt Wcześnie Rano ;)

Zbyt Wcześnie Rano😉

Zaopatrzeni w bilet na wszelkie lokalne autobusy kursujące między świątyniami udajemy się do, położonej w przepięknym, cedrowym lesie, największej z nich: Toshogu. Umierającym życzeniem szoguna Tokugawa (generała władającego szogunatem, który panował nad Japonią ponad 250 lat) było wzniesienie świątyni, z nim jako jednym z bóstw – Tosho Daigongen („Wielkie Bóstwo Lśniącego Światła Wschodu”). Miał dopilnować, żeby w Japonii panował niezakłócony porządek i pokój. Początkowo świątynia była niezbyt pozorna – w co ciężko uwierzyć, patrząc dziś na jej przepych – ale w pierwszej połowie XVIIw. wnuk Tokugawy uczynił z niej imponujących rozmiarów kompleks świątynny.

Ponad tuzin budynków świątynnych jest bogato dekorowany drewnianymi, zdobionymi złotem rzeźbami i ornamentami. Dekoracje te są bardzo rzadkie dla świątyń religii Shinto, które zazwyczaj są bardzo minimalistyczne i dyskretne (Shinto: „droga bogów” – jedna z głównych religii – obok buddyzmu – wyznawanych w Japonii; nie posiada świętych skryptów jak Biblia czy Koran; bogowie shinto – kami – przybierają postaci rzeczy, obiektów i żywiołów niezbędnych i ważnych dla człowieka: ogień, powietrze, góry, drzewa, itd.; w shinto nie ma absolutów, nie ma jednoznacznego stwierdzenia, że coś jest jednoznacznie dobre lub złe; kapłani – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – mogą zakładać rodziny; sztuka Shinto koncentruje się na krzewieniu i zachowaniu starożytnej formy teatru Noh, kaligrafii i muzyki). Bogata ornamentyka jest charakterystyczna za to dla świątyń Buddyjskich i właśnie te naleciałości zachowane są w Toshogu. Fakt ten nadaje kompleksowi jeszcze większej wyjątkowości, jako że w czasie ery Meiji wszelkie symbole Buddyzmu były usuwane z miejsc świętych. Tu jednak pozwolono im koegzystować w harmonijnej jedności.

Przy bramie głównej Toshogu stoi pięciopiętrowa pagoda, której piętra symbolizują kolejno: ziemię, wodę, ogień, powietrze i eter – piąty element, uzupełniający i jednocześnie spajający ze sobą wszystkie pozostałe w materię tworzącą wszechświat. Oryginalna pagoda z 1650r. niestety doszczętnie spłonęła w jednym z pożarów nękających kompleks. Odwiedzający podziwiają jej młodszą wersję z 1818r.

Po krótkiej wspinaczce po schodach stajemy przed jednym z budynków gospodarczych – stajnią, która swoją sławę zawdzięcza paradoksalnie nie zamieszkującym ją kiedyś świętym koniom, ale rzeźbie trzech małych małpek. Rzeźba jest częścią całego cyklu przedstawiającego koleje życia – od beztroskiego dzieciństwa, przez trudy dojrzewania, poszukiwania sensu życia, po nieuniknioną śmierć. Symboliczne trzy mądre małpy przedstawiają idealny stan czystej duszy, do której zło nie ma dostępu ponieważ „zła nie słyszy, zła nie widzi, o złu nie mówi”. Małpy sąsiadują ze … słoniem, który jest tym bardziej intersujący, że wyrzeźbiony przez twórcę, który w życiu słonia nie widział. Stąd też jego nazwa: Sozonozo – Wyimaginowany Słoń.

Na plac świątyni głównej dostajemy się przez absolutnie zapierającą dech w piersiach Bramę Yomeimon. Zdobi ją ponad 400 rzeźb, płaskorzeźb i misternych ornamentów. Jej druga, nieoficjalna nazwa – ‘higurashi-no-mon’ – w pełni oddaje jej przepych, znaczy bowiem tyle, co „patrzeć do zachodu słońca i nie mieć dość”. Budynek po lewej stronie „zamieszkuje” Płaczący Smok. Swoją nazwę ogromny, ścienny (a ściślej: sufitowy) obraz zawdzięcza metalicznemu, wibrującemu, przypominającemu zawodzenie dźwiękowi, który dzięki akustyce pomieszczenia można wydobyć uderzając o siebie dwa drewienka. Uczynić to jednak należy dokładnie pod głową smoka. Oczywiście zwykli śmiertelnicy nie mają prawa zmusić smoka do płaczu i rytuał odprawiany jest jedynie przez kapłanów.

Główna sala świątynna – podobnie jak wszystko dookoła – bogato zdobiona, poświęcona jest duchom Tokegawy i dwóch innych prominentów. W regularnych odstępach czasu odprawiane są ceremonialne modły, w których biorą udział zwiedzający. Zarówno ci wierzący jak i ci, którzy są jedynie ciekawi osobliwych rytuałów. Przed wejściem do świątyni umieszczony jest specjalny, kamienny zbiornik z wodą i nalewakami, gdzie wchodzący do miejsca świętego powinni oczyścić ręce i usta. Ważne jest aby nie dotykać nalewaka bezpośrednio ustami. Należy przelać z niego wodę na dłonie i dopiero wtedy wypłukać usta. Po czym siarczyście wypluć wszystko obok zbiornika.

Po prawej stronie świątyni znajduje się Brama Sakashitamon, od której zaczyna się ciąg 200 stromych schodów, wiodących do grobu szoguna. Najbardziej charakterystycznym symbolem bramy jest rzeźba śpiącego kota – ‘nemuri-neko’. Jego twórca – Hidari Jingoro – zafascynowany był kotami i ich niezależną naturą. Spędzał całe miesiące na studiowaniu kocich ruchów i zachowań, aby potem odzwierciedlać je w swoich rzeźbach. Sama rzeźba symbolizuje ducha Tokegawy.

Toshogu

Toshogu

Natykamy się również na doskonale nam znany – co prawda nie ze świątyń ale z bardziej prozaicznych miejsc (czytaj: bary) – wizerunek świętego, mitycznego stworzenia Kirin. Dziwna lwio-smoczo-bawola chimera symbolizuje dobrobyt i szczęście (w naszym wypadku tłumaczy się to na wydawanie dobrobytu, żeby zakupić kufle szczęścia, ponieważ Kirin to także marka Japońskiego piwa).

Dwieście schodów daje nam się nieco we znaki, ale za to trekking urozmaicają nam osobliwe widoki typu: pies w plecaku. Japończycy zabierają swoich pupili absolutnie wszędzie – chyba, że jest to stanowczo zabronione – i do ich transportu używają odpowiednio przystosowanych, wysoko wyspecjalizowanych gadżetów jak: torby, plecaki a nawet wózki spacerowe.

Po podziwianiu rzeźbionych i malowanych przepychów, prosty, skromy, kamienny grób szoguna robi na nas niesamowite wrażenie. Otoczony morzem zieleni, emanuje spokojem, nastraja do refleksji i zadumy.

Jakkolwiek niesamowicie przyjemne zwiedzanie wyzwala w nas wilki. Głodne. Pędzimy więc do pobliskiej restauracji, którą z miejsca chrzcimy mianem: „U Babci”. Spora sala jadalniana przepełniona jest figurkami, ozdóbkami, zdjęciami – słowem gromadzonymi latami wspomnieniami. Z zaplecza wychodzi do nas właścicielka – malutka babuleńka, która raczy nas jedną z lepszych wersji soby z jaką mieliśmy do czynienia (gryczany makaron podawany na ciepło w zupie, lub na zimno ze specjalnym sosem sojowym do maczania). Wiadomo, co babcia, to babcia! Do pełni szczęścia nic nam nie brakuje, jako że pyszny posiłek spłukujemy lokalnym piwem Nikko.

Posileni ruszamy dalej … prawie. Andrzej z miejsca rozproszony zostaje pojawieniem się dwóch prześlicznych modelek. Sesji zdjęciowej przepuścić nie sposób.

Po szybkiej długodystansowej ‘rozmowie kontrolowanej’ z wiekowej budki telefonicznej, w którą radośnie wciskają się wszystkie baby, możemy udać się do kolejnego punktu wycieczki: Otchłani Kanmangafuchi.

Rozmowa kontrolowana ;)

Rozmowa kontrolowana😉

Rozmowa kontrolowana ;)

Rozmowa kontrolowana😉

Po drodze mijamy Most Shinkyo („Święty Most”), który oddziela świątynie do samego miasta. Żywo-czerwony prześlicznie odcina się od otaczającej go zieleni. Przekroczenie go było przywilejem właściwym jedynie szogunowi, a i dzisiaj nie jest powszechnie dostępny i żeby na niego wejść trzeba kupić osobny bilet.

Kanmangafuchi położone na leśnym wzgórzu nad rzeką jest tak samo urokliwe jak i spacer do niego. Po drodze mijamy małe, spokojne osiedle domków, żeby za chwilę znaleźć się na moście przerzuconym przez malowniczą rzekę. Za mostem skręcamy głębiej w las i ścieżkami ciągnącymi się wzdłuż wijącej się wstęgi wody, docieramy na szczyt wzgórza, gdzie naszym oczom ukazuje się rząd kamiennych posągów przyodzianych w czerwone czapeczki i chusty. Niektóre ze statuetek widocznie nadgryzione są zębem czasu, brakuje im głów, kontury zacierają się. Niektóre trzymają się całkiem dobrze, co pozwala nam przyjrzeć się ich detalom. Figurki przedstawiają Jizo – oświeconą istotę, która jest w stanie osiągnąć stan Nirvany, ale zwleka z tym, ponieważ chce pomóc w nawróceniu, znalezieniu drogi wiary innym. W kulturze japońskiej Jizo są opiekunami zmarłych, szczególnie dzieci, które jeszcze nie zdążyły nagromadzić dobrej karmy na tyle aby wejść do raju. Według legendy ustawienie figurek ciągle się zmienia i zwiedzający nigdy nie zobaczą ich dwa razy w takim samym szyku.

Ostatnim punktem programu jest Wodospad Kegon.  30 minutowa jazda autobusem jest jak zbawienie dla obudzonych o świcie … śpiących królewien😉

A potem już tylko przepiękny  widok niemal 100-metrowego Wodospadu Kegon. Swój początek bierze w wodach Jeziora Chuzenji i jest jednym z trzech najsłynniejszych, najwyższych i najbardziej imponujących wodospadów Japonii.

Zmoczeni przez siąpiący deszcz i wodospad, wracamy do centrum Nikko na kolację. Podobanie jak większość małych miasteczek w Japonii, Nikko również „kładzie się spać” o zmierzchu. Między 17:00 a 18:00 zamiera niemal wszelki ruch na ulicach i otwarte są tylko nieliczne restauracje. Po usilnych poszukiwaniach jedyne, co znajdujemy to chińską jadłodajnię. Nie marudzimy, zajadamy, przepijamy i pakujemy się do pociągu powrotnego.

Nikko

Nikko

Nikko

Nikko

To by było na tyle

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola i Andrzej🙂


  READ IN ENGLISH


NIKKO
Using our guests, mom Lucy and a couz Gosia, as an excuse, we are visiting Nikko town. Located in Tochigi prefecture, 140km away from Tokyo – very picturesque and full of beautiful temples. Its charm is so overwhelming that the Japanese used to say: „Do not say ‚great’, until you see Nikko”.
After Friday’s sake tastings waking up at 5 in the morning is pretty tough but we – the super-humans – manage it easily. Half an hour later we are knocking on the doors of our two fellow-travellers and neighbours at the same time: Annika and her friend Emily. Armed with umbrellas, because it starts to rain cats and dogs, we are heading to Akasaka Mitsuke station, then to Askausa and finally, by Tobu line, to Nikko.
Well equipped with a ticket for all local buses on the route between Nikko temples, we are heading to the biggest of them all, situated in the beautiful cedar forest – Toshogu Temple. The dying wish of the Tokugawa shogun (the general of the shogunate that ruled Japan for over 250 years) was erecting the temple, with him as one of the deities – Tosho Daigongen („Great Deity of the Shining Light of the East”). He was supposed to make sure that there will be an uninterrupted order and peace in Japan. Initially the temple was quite small and cameral – which is hard to believe looking at its nowadays splendour – and only in the first half of the seventeenth century, Tokugawa’s grandson turned it into an impressively large temple complex.
More than a dozen buildings of the temple is richly decorated with wooden carvings, statues and ornaments coated with gold. Such abundant decorations are very rare in the temples of Shinto religion as they are usually very minimalist and discreet (Shinto – “the way of the gods” – one of the major religions in Japan, apart from Buddhism; it does not have a sacred scripts as the Bible or the Koran; Shinto gods – kami – take the form of objects and elements important and necessary for men’s life: fire, air, mountains, trees, etc.; in Shinto there are no absolutes, there is no explicit statement that something is unambiguously good or bad; the priests – both men and women – can get married and have children, which are often serving as an altar girls/boys in the ceremonies held in temples; Shinto arts focus on promoting and preserving ancient forms of Noh theatre, calligraphy and music). The rich ornamentation however is characteristic for Buddhist temples and their way of decoration is highly visible in Toshogu. This fact make the complex even more unique, as that during the Meiji era all the symbols of Buddhism were removed from the holy places of Shinto. Here, however, they were allowed to coexist in a harmonious unity.
At the main gate of Toshogu there is a five-storey pagoda. Each ‘level’ symbolizes one of the elements: earth, water, fire, air and ether – the fifth element which completes and bonds four others to create a matter forming the Universe. The original pagoda from 1650 was unfortunately burned down in one of the fires plaguing the complex. Visitors admire her younger version from 1818.
After a short climb over the stairs, we are reaching one of the storehouses – a stable, which paradoxically is famous not because of the holy horses it was housing, but thanks to the sculpture of three little monkeys. The carving is a part of the whole cycle depicting the different stages of life – from carefree childhood, through adolescence hardships and a search for the meaning of life to the inevitable death. The symbolic three wise monkeys represent the ideal state of pure soul, to which evil has no access as it „hears no evil, sees no evil, speaks no evil”. Monkeys are adjacent to the … elephant sculpture, which is all the more interesting that is made by an artist, who has never in his life seen an elephant. Hence its name: Sozonozo – Imaginary Elephant.
On the main square of the temple we are passing through the absolutely breath-taking Yomeimon Gate. It is decorated with more than 400 sculptures, carvings and intricate ornaments. Her second, unofficial name – ‘Higurashi-no-mon’ – fully reflects its splendour as it means: „you can look until sunset and still not having enough.” Building on the left is ‘inhabited’ by the painting of a Crying Dragon. It owes its name to a metallic, vibrating sound similar to the wailing. It is possible to draw it by hitting together two pieces of wood, however it must be done directly under the head of a dragon. Of course, mere mortals have no right to force the dragon to cry and ritual is performed only by the priests.
The main temple hall – like everything else – is richly decorated and dedicated to the spirits of Tokegawa and two other historical personalities. Every half an hour or so there are ceremonial prayers held there. They can be attended by both: believers and those who are merely curious about original rituals. In front of the temple entrance there is a special stone water tank with few small bowl-like containers. These are being used by visitors entering the holy place to clean their hands and mouth. It is important not to touch the pourer directly with the lips. One should pour out the water on the hands, rinse the mouth and then spit out the water.
On the right side of the temple there is the Sakashitamon Gate where the 200-steps long trial to the tomb of the shogun starts. The most iconic symbol of the gate is a sculpture of a sleeping cat – ‘Nemuri-neko’. Its creator – Hidari Jingoro – was fascinated by cats and their independent nature. He spent many months studying the cat’s movements and behaviour to reflect them as best as possible in his sculptures. The sculpture itself symbolizes the spirit of Tokegawa.
We are also coming across a very well-known to us – although not from the temples but more mundane places (read: bars) – the image of a holy, mythical creature: Kirin. Strange chimera of lion, buffalo and dragon symbolizes prosperity and happiness (in our case it translates to spending ‘prosperity’ to buy pints of happiness).
Two hundred stairs is not a walk in the park and we are quickly out of the breath but at the same time during our ‘torture’ trek we are pleasantly distracted by peculiar views such as: dog in a backpack. The Japanese take their pets absolutely everywhere – unless it is strictly prohibited – and they transport them using appropriately adapted, highly specialized gadgets as: bags, backpacks and even special dog-strollers.
After admiring all the beautifully carved and painted temple buildings, simple and humble, stone thumb of shogun makes a quite an impression on us. Surrounded by a sea of green it radiates with calmness, inspires reflection and meditation.
This incredibly enjoyable tour turns us into wolves. Hungry ones for that matter. We are heading to a nearby restaurant and straight away name this place as: „At Grandma’s”. A large dining hall is filled with figurines, nick-nacks , photographs – in a word memories accumulated over years. An owner -teeny, tiny granny – greets us from the back of the room and shortly after presents us with one of the best versions of Soba (buckwheat noodles served hot in a soup, or cold with a special soy sauce dip) we have ever tasted. We are washing down our wonderful food with local beer Nikko and the –Full-Happiness’ mode is turned on straight away.
Before we can move on to the next tourist attraction Andrzej is completely distracted by appearance of two loveliest models ever. Photo session is a must.
After a quick long-distance call from an ancient phone booth – where all the ladies manage to squeexe in – we can go further to the Kanmangafuchi Abyss.
On the way there we are passing the Shinkyo Bridge which separates the temples area from the city. Bright red exquisitely cuts off from the surrounding greenery. In the ancient days only shogun could cross the bridge and even today it is not widely available. To enter it you have to buy a separate ticket.
Located on the hill in the middle of the forest Kanmangafuchi is as charming as the walk that leads us to it. Along the way we pass the small, quiet housing estate just to find ourselves a moment later on a picturesque bridge slung over the scenic river. After the bridge, we are turning deeper into the forest and follow paths along the winding ribbon of water. At the top of the hill we are greeted by a row of stone statues clad in red hats and scarves. Some of the statues are quite visibly bitten by the tooth of time: they lack heads, the contours are distorted. Some of them though are holding quite well allowing us to look at their details. Figures depict the Jizo – enlightened being who is able to achieve a state of nirvana, but delaying it to help others in finding the path of faith. The Jizo in Japanese culture are the custodians of the dead, especially children, who have not yet had time to accumulate enough good karma to enter paradise. According to legend the settings of figures is constantly changing and visitors never see them twice in the same formation.
The last item on the agenda is the Kegon Waterfalls. 30 minute bus ride is like a salvation for awakened at dawn … sleeping beauties😉
And then there is only the absolutely breath-taking view of nearly 100-foot-high waterfall Kegon. It originates in the waters of Lake Chuzenji and is one of the three most famous, highest and most impressive waterfalls in Japan.
Drenched by rain and waterfall we are returning to Nikko for a dinner. Like most of the small towns in Japan, Nikko also ‘goes to sleep’ at dusk. Pretty much all the life stops just after 5pm: there is no traffic on the streets and only few restaurants are open. After a strenuous search the only place we can find is Chinese diner. Without complaint we eat, drink and catch the return train to Tokyo.
And that would be all for now.
Cheers and till the next read!
Ola and Andrzej🙂

2 thoughts on “NIKKO

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: