SEUL #3 – RYBNY MARKET


Translate Polish to English

Prawie cały ostatni dzień w Seulu spędzamy na markecie rybnym Noryangjin.Ale zanim do niego docieramy, trafia nam się nie lada gratka w postaci występów tanecznych.

Już Tsukiji market w Tokio zrobił na nas duże wrażenie, ale Noryangjin po prostu nas miażdży. Nie tylko wielkością, różnorodnością sprzedawanych owoców morza, ryb i cudów, które ciężko skategoryzować, ale jeszcze pomysłem na serwowanie owych.

Po obchodzie jednej setnej marketu, co i tak zajęło nam ponad godzinę, postanawiamy zjeść śniadanio-obiad. W hali marketowej, schodzimy po schodach, przy których stoi znak sugerujący, że na dole mieści się restauracja. A przynajmniej mamy nadzieję, że znak rozszyfrowaliśmy poprawnie. Na dole – są stoliki w wersji siedzącej na podłodze, są zapachy przyprawiające o ślinotok – jest dobrze. Wchodzimy, jak do siebie, rozsiadamy się wygodnie i dajemy kelnerce znać, że jesteśmy cali gotowi do zamówienia. Pani przychodzi i patrzy na nas wyczekująco. My patrzymy na panią pytająco. I tak to trwa przez jakiś czas, dopóki pół na migi, pół po koreańsku-angielsku dogadujemy się na tyle żeby zrozumieć, że do owej restauracji przychodzi się z własnymi zakupami uczynionymi na górze. OK. Po pół godzinnej wyprawie zakupowej Andrzej wraca z dwiema siatami pełnymi czegoś, o co nie chcę pytać, tym bardziej, że jedna z siat się energicznie rusza. Jakiś czas i dwa piwa później staje przed nami kocioł z wywarem warzywnym, do którego pani wrzuca ostrygi, małże, nadziewane i nie, krewetki, tofu, itd. Do tego przychodzą jeszcze grillowane krewetki i łosoś. No i oczywiście żywa ośmiornica, którą tym razem Andrzej przezornie postanawia ugotować. Żal nam się ruszyć z tego kulinarnego nieba i więc koimy smutek butelką soju – napoju wyskokowego, który ciężko sklasyfikować, jako że jego oprocentowanie waha się od niewinnych 17% do morderczych 45%. Nie wiem, które nam się trafiło.

Przed samym powrotem pędzimy jeszcze do słynącej ze swojego przepychu i bogactwa dzielnicy Gangnam. Odprawiamy tańce Gangnam Style, robimy szybkie zdjęcie pamiątkowe i biegniemy na stację łapać pociąg powrotny do hotelu po bagaże, bo odlot się zbliża nieubłaganie.

Po drodze oczywiście dystrakcja – bar Oktoberfest. W październiku nie zajść do podobnego baru to grzech, więc kalkulujemy szybko, że jeśli pociąg zamienimy na taksówkę, to czas na zupę chmielową jeszcze się znajdzie. I tym oto międzynarodowym gestem przyjaźni, kończymy pobyt w Seulu.

To by było na tyle
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola i Andrzej🙂


  READ IN ENGLISH


SEOUL #3 – FISH MARKET

The last day in Seoul we spend almost entirely in a fish market Noryangjin. Before we get there however we are treated with totally unexpected and utterly beautiful dance performances.

Already Tsukiji market in Tokyo made a big impression on us, but Noryangjin simply crushes us. Not only its size, diversity of seafood, fish and wonders are hard to categorize, but also the concept of serving these. After strolling through one-hundredth of the market, what takes us anyway over an hour, we decide to have a brunch. We are going down the stairs by the sign which suggests that there is a restaurant downstairs. At least we hope that this is what the sign says. In the basement restaurant, there are tables in a “sit-on-the-floor” version, there are aromas of deliciously cooked food. All good then. After making ourselves very, very comfy we are signaling the waitress that we are more than ready to order. The waitress comes overs and looks at us expectantly. We are looking at her questioningly. And so the staring contest continues until using sign language and Korean-English sounds we are able to understand that we need to bring our own food bought upstairs for them to prepare for us. OK. After a half an hour long shopping expedition Andrzej returns with two bags filled with something I don’t want to ask about, the more that one of these is moving vigorously. Sometime and two beers later we are presented with the pot of veggie broth. Our waitress adds there oysters, stuffed clams, shrimps, tofu and other delicacies. This is followed by grilled shrimps and salmon and of course live octopus which this time Andrzej wisely decides to cook. With regret we have to move from this culinary heaven, so to make it more bearable we are drowning our sadness in a bottle of soju – an alcoholic drink that is quite difficult to categorize, as its alcohol content varies from innocent 17% to deadly 45%. I have no idea which one we had.

As the day ends we are rushing to the famous for its richness and splendor Gangnam district. We celebrate our visit there by performing Gangnam Style dance, take a quick photo and run to the station to catch a train to our hotel and airport. But of course there is a distraction along the way – Oktoberfest Bar. It would be a sin not to go there in the middle of October, so in we go. And with this international gesture of friendship we are ending our trip to Seoul.

And that would be all for now

Cheers and till the next read!

Ola and Andrzej🙂

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: