SEUL # 2 – STREFA ZDEMILITARYZOWANA


Translate Polish to English

O 8:00 z hotelu odbiera nas przewodniczka Christie. Godzinę i historię Strefy Zdemilitaryzowanej później zatrzymujemy się przy Tarasie Obserwacyjnym ‘Pokój’ na wyspie Ganghwa. Obserwatorium jest położone na obszarze Northern Limit Line (NLL) – linii demarkacyjnej na Morzu Żółtym, która została ustanowiona w 1953r. po wojnie koreańskiej. Do tej pory jest nieuznawana przez stronę północną za granicę oficjalną. Taras jest najbardziej wysuniętym (dostępnym dla turystów, a i to okazjonalnie) w stronę Korei Północnej punktem (2.8 km), z którego można zerknąć na niedostępny obszar. Północna Korea z tego punktu prezentuje się przepięknie – masywne łańcuchy górskie, przed którymi rozciągają się łąki i pola. I rzeka, jak piękna, tak smutna – granica dzieląca Koreę. Cały kompleks obserwatorium poświęcony jest zjednoczeniu Korei. Nad tarasem otwartym dominują rzeźba przedstawiająca ptaka w locie i ołtarz, symbolizujące tęsknotę rodzin, które zostały rozdzielone przez wojnę koreańską. Obserwując przez lunety życie po drugiej stronie granicy, można posłuchać hymnu koreańskiego w wykonaniu różnych artystów, m.in. Andrea Bocelli. Christie opowiada nam o swoim ojcu, któremu udało się uciec z Korei Północnej jeszcze zanim się urodziła. Opowiada o rodzinie, której nigdy nie poznała. Opowiada o niekończącej się rządowej infiltracji północnych Koreańczyków, karmieniu ich nieprawdziwymi informacjami o świecie, duszeniu w zarodku wolnego, niezależnego myślenia. Po jej historiach drugi brzeg mimo, że położony ledwie kilka kilometrów dalej, wydaje się być oddalony o lata świetlne.

Nasz refleksyjny i smutny nastrój poprawia jeden z odwiedzających miejsce żołnierzy – młodziak jakiś na przepustce, który ochoczo robi sobie z nami zdjęcie. Jako, że grafik mamy napięty, szybko rzucamy okiem na wnętrze pawilonu, w którym znajdują się wystawy poświęcone zarówno samej wojnie, jej przyczynom, przebiegowi jak i staraniom o unifikację podzielonego kraju. W jednej z sal mieści się ‘drzewo’, którego liście to tysiące zielonych karteczek z kondolencjami dla rozdzielonych rodzin i życzeniami zjednoczenia Korei. Drugie piętro pawilonu to jeden wielki taras widokowy, z którego można zerknąć na toczące się po północnej stronie życie.

Jakiś czas później znów jesteśmy w drodze, tym razem do Koreańskiej Strefy Zdemilitaryzowanej (Demilitarized Zone – DMZ). Długi na 238km i szeroki na 4 km pas ziemi to przedłużenie NLL. Utrzymuje się, że obszar ten jest najbardziej strzeżonym kawałkiem ziemi na świecie. Przyjaźnie powitani przez zapory uliczne z drutu kolczastego i kontrolę paszportową przez uzbrojonych po zęby żołnierzy zbliżamy się do kolejnego punktu wycieczki.

Ale przedtem jeszcze szybki posiłek w lokalnej jadłodajni i niespodziewany deser, którym częstuje mnie przewodniczka. Z papierowego kubeczka oferuje mi coś, co osobie niedowidzącej wygląda na cukierki w polewie karmelowej. Ładnie dziękuję i biorę podejrzanie miękki cukierek. Podejrzenie przeradza się w atak paniki, kiedy cukierek okazuje się być larwą jedwabnika, owszem, w słodkim sosie. Grzeczność bierze górę nad odruchem wyplucia oraz umycia języka pumeksem i ładnie przeżuwam poczęstunek. Przewodniczka uradowana, że smakowało ofiaruje mi cały kubeczek z pyszotkami. Pędzę do Andrzeja podzielić się deserem. Niech nie ma łatwo.

Odpowiednio posileni jedziemy do Stacji Dorsan – położonej 700m od południowej granicy Strefy Zdemilitaryzowanej stacji-widmo. Otwarta w 2002r. łączyła obie Koree i umożliwiała transport materiałów przemysłowych do Obszaru Przemysłowego Kaesŏng – jedynego miejsca, gdzie ramię przy ramieniu pracowali Koreańczycy północny i południowi.  Każdy kryzys między oboma rządami kończył się zawieszeniem transportu i jakiejkolwiek aktywności w Kaesŏng. Po niedawnych ponownych niesnaskach stacja znów stoi bezczynna i służy jedynie jako bardzo swoista atrakcja turystyczna. Opuszczone budynki, brak personelu poza uzbrojonymi po zęby żołnierzami nadają miejscu bardzo dziwnego charakteru. Do tego na każdym kroku symbole wołające o zjednoczenie dwóch krajów. Smutne wrażenie.

Chwilę później przewiezieni jesteśmy do kolejnego tarasu widokowego – Dora. Dla odmiany znowu rzut okiem na stronę Północną, tym razem bez rzeki w tle.

Przedostatni punkt wycieczki – tzw. Trzeci Tunel. Długi na 1,7km i szeroki na 2m jest jednym z czterech odkrytych tuneli wydrążonych prze Północną Koreę. Znaleziony został w 1978r. niecałe 45km od Seulu. Utrzymuje się, że w ciągu godziny może nim przejść ok 30 000 uzbrojonych żołnierzy. Korea Północna zaprzeczała, że tunel wydrążony został w celu ataku na Koreę Południową i tłumaczyła, że służył jedynie do wydobycia węgla… w okolicy, gdzie złóż węgla nie stwierdzono. Aby uwiarygodnić swoją kopalnianą historię sprytne północne bobiki pomalowały ściany tunelu na czarno, co miało imitować węgiel. Południe podejrzewa, że na terenie DMZ może być jeszcze około 20 nieodkrytych tuneli.

W drodze powrotnej zatrzymujemy się w jednej z wiosek w DMZ – Tongilchon. Rezyduje w niej ok. 500 mieszkańców. Jako, że przemieszczanie się poza DMZ jest zabronione wioski muszą być niemal w 100% samowystarczalne. Jedynym punktem, do którego mogą wejść turyści jest sklep z lokalnymi produktami. Jako, że DMZ jest niedostępna dla zwykłych śmiertelników zanieczyszczenia w tej części kraju jest praktycznie nieistniejące. Ten fakt wpływa na doskonałą jakość plonów, które cieszą się ogromną popularnością w Korei Południowej i sprzedają się na pniu za duuuże pieniądze. Szczególną popularnością cieszy się żeńszeń, którego odmiana uprawiana w DMZ ma mnóstwo właściwości leczniczych a nawet odmładzających. Co tam historia i polityka – tylko po to warto było jechać!

Wieczorem wracamy do Seulu, gdzie ostatnim przystankiem naszej wycieczki zorganizowanej jest fabryka, produkująca ‘przetwory’ z żeńszenia. Mamy krótką pogadankę na temat: ‘Dlaczego Koreański Żeńszeń Jest Najlepszy’, która odmiana się do czego nadaje, co leczy, i co wygładza.

 

Po zakupie niczego nasza przekochana przewodniczka nie dość, że rekomenduje nam jedną z najlepszych restauracji grillowych, to jeszcze nas tam prowadzi i prosi właściciela, żeby po posiłku odstawił nas w wybrane miejsce. Posiłek to eufemizm; uczta chyba też. Cały stół – oczywiście odpowiednio przystosowany, z grillem po środku – zastawiony mamy kawałkami wołowiny, żeberkami wieprzowymi, grzybami, warzywami, sałatkami, piklami i piwem. Ledwie żywi z przejedzenia, ostatkiem sił prosimy o podwózkę do nocnego marketu, którego dzień wcześniej nie mogliśmy znaleźć. Zakupowy szał kończymy mocno po północy i w nagrodę za bardzo efektywny dzień idziemy na truskawkowe makgeolli w barze parę przecznic od hotelu.

To by było na tyle

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola i Andrzej🙂


  READ IN ENGLISH


SEOUL # 2 – THE DEMILITARIZED ZONE

At 8:00 am our tour guide Christie picks us up from the hotel. An hour and a history of the Demilitarized Zone later we reach The ‘Peace’ Observatory on the Ganghwa island. It is located in a Northern Limit Line (NLL) – the demarcation line on the Yellow Sea, which was established after the Korean War in 1953. Until now the border is not officially recognized by the North. Observatory is located only 2.8 km from the North Korea and it is the closest point to the border available for tourists. North Korea from here looks really beautiful with the massive mountain ranges, colorful meadows, fields and the river – as beautiful, as sad – the boundary dividing Korea. The whole complex of the observatory is dedicated to the unification of the country. The outside terrace is dominated by a sculpture of a bird in flight and an altar, symbolizing the yearning for reunification of families who were separated by the Korean War. While having a look at the life on the other side of the border we can listen to the Korean national anthem performed by various artists, including Andrea Bocelli. Christie tells us about her father who managed to escape from North Korea before she was born. She talks about her family she never met, about the never-ending government infiltration of North Koreans who are being fed with the false information about the world. She talks about crushing in the bud all forms of a free and independent thinking. After that the other shore, although located only a few kilometers away, seems to be unreachable.

Our reflective and sad mood is changed a bit by one of the visitors – young soldiers on the holiday pass who more than willingly poses for a photo with us. Since we are on a tight schedule we just quickly have a look at what is going on inside the pavilion. One of the rooms features an exhibition on the war history as well as all the efforts of unification. The other room is dominated by a ‚tree’, which leafs are made of thousands green notes filled with condolences to the families who lost their beloved ones and wishes for reunification of the divided country.

Soon we are back on the track. The next stop – The Korean Demilitarized Zone (DMZ). This 238km long and 4 km wide strip of land is an extension of NLL. It is argued that this area is the most secured piece of land in the world. And as a proof of that we are friendly greeted by the barbed wires and heavily armed soldiers.

We are stopping for a quick meal at a local diner. After the meal Christie hands me a paper cup with something that looks to a nearly-blind person like caramel-coated candies. With a polite thank you I start to chew suspiciously gooey and salty treat. The suspicion turns into a panic attack when the candy turns out to be a silkworm larva. Politeness and good manner prevail over desire to spit everything out and clean my tongue with a pumice. I run to Andrzej to share the desert – I’m not letting him back out from this.

Properly nourished we are going to the located 700m from the southern border of DMZ Dorsan Station. Opened in 2002 it was connecting both Koreas and allowed the transportation of industrial materials to the Kaesong Industrial Area – the only place where North and South Koreans could work together shoulder to shoulder. Every crisis between the two governments was ending in  the suspension of transport and any activity in Kaesong. After the recent political arguments station is idle again and serves only as a very peculiar tourist attraction. Abandoned buildings, lack of staff and armed soldiers in every corner give the place a very strange and uneasy feel.

Few moments later we are transported to another observation deck – Dora. Again a quick look at northern side and then quickly back on the track.

Our next stop – The Third Tunnel. 1.7km long and 2m wide it is one of four discovered tunnels hollowed by North Korea. Found in 1978 – less than 45km from Seoul – apparently allows to transfer about 30 000 armed soldier in less than an hour. North Korea denied that a tunnel was built to attack South and explained that it served only for coal mining … in an area where there is no coal beds whatsoever. To authenticate the clever story tunnel walls were painted black. South suspects that there might be still around 20 undiscovered tunnels in DMZ.

On the way back we stop in one of the villages in the DMZ – Tongilchon. Its population is around 500 people. Located in the middle of the DMZ area village has to be almost 100% self-sufficient as the villagers are not allowed to go out beyond the borders. That goes for the tourists as well who can only access a small shop with the local products. As the village is unreachable for the outsiders the pollution in this part of the country is almost non-existent. This translates to the best quality of the fruits and vegetables which are highly popular in the South Korea and despite of a quite high prices. The most popular are goods made of ginseng. There are tons of different kinds of this plant cultivated here and every kind is used for a different purpose: medical, rejuvenating, etc.

We reach Seoul in the evening where we get to the last stop of the NLL and DMZ trip – the factory  producing ginseng ‘miracles’. We have a short talk on ‚Why Korean Ginseng Is The Best’, which type cures and which type smoothens whatever has to be smoothened. After purchasing nothing our the  most awesome guide ever not only recommends us the best BBQ place but also takes us there and asks owner to take us wherever we want after the finished meal.

A ‘meal’ is actually an euphemism, as is a ‘feast’. Our whole table – of course properly adapted with a grill in the middle – is covered with chunks of beef, pork ribs, mushrooms, all sort of vegetables, salads, pickles and beer. Barely alive with overeating we ask our host to take us to the place we couldn’t find on our own the other day – the night market. Shopping frenzy ends well past midnight and after the long and very efficient day we decide to treat ourselves with the strawberry makgeolli in a bar a conveniently located just a few blocks away from our hotel.

And that would be all for now

Cheers and till the next read!

Ola and Andrzej🙂

 

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: