JAPOŃSKI MISZ-MASZ #2


Translate Polish to English

Co na planecie Japonia uderza najbardziej, to niesamowita, niewymuszona i naturalna uprzejmość i życzliwość ludzi. Jeszcze nie doświadczyliśmy sytuacji, gdzie choć przez chwilę wyglądamy na zagubionych i jakaś dobra dusza nie zapyta czy wszystko w porządku i jak pomóc. Chwila konsternacji przy mapie (która nota bene wygląda niczym węzeł gordyjski) owocuje kimś, kto podejdzie, wytłumaczy jak dotrzeć w określone miejsce, a jeśli z powodu braku znajomości angielskiego, nie jest w stanie wytłumaczyć, to zaprowadzi osobiście.

Ostatnie balowanie na Fuji Rock zakończyło się niemal spóźnieniem na pociąg do Tokio. Ale planeta Japonia nad nami czuwa i na drodze pojawia się van, którego kierowca zawraca ze swojej trasy tylko po to, żeby zawieźć nas na położony 30km w przeciwnym kierunku dworzec kolejowy. Zamiast przyjąć symboliczną zapłatę za podwózkę, robi sobie z nami zdjęcie. Na tej samej imprezie Andrzej gubi telefon. Lokalizujemy go następnego dnia przy pomocy sprytnej aplikacji Find my iPhone, i rzeczywiście jest. Czeka sobie w barze, gdzie troskliwą pieczę trzyma nad nim barman. Oczywiście zamiast przyjęcia zapłaty – zdjęcie.

Ponownie na Fuji Rock – zjawisko, które po prostu zwaliło nas z nóg. Koncerty w toku, 100.000 ludzi się bawi, każdy coś sobie popija, zajada itd. Po koncercie, na placu pod sceną czysto jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Śmieci nawet na lekarstwo nie uświadczysz. No chyba, że elegancko posegregowane – osobno plastykowe butelki, osobno nakrętki, osobno naklejki z butelek (!!!), osobno pałeczki, itd. A najlepsze jest to, że to nie służby porządkowe tak ślicznie, zgrabnie i sprawnie wszystko usuwają. To sami uczestnicy imprezy (łącznie z nami). I nie dość, że sprzątają po sobie, to jeszcze zegną się po papierek, butelkę czy cokolwiek zauważone na leśnej ścieżce w drodze na koncert następny. Do tego w każdym śmietnikowym stoisku czeka na ciebie armia wolontariuszy, którzy w razie wątpliwości doradzają, co i gdzie pacnąć. Szczęka opada. Ale nie leży długo, bo zaraz ją ktoś podnosi…

Kolejna fascynacja – z braku lepszego określenia – obsługa klienta, której nie można opisać inaczej niż ‘nieziemska’. Dotyczy to absolutnie każdej dziedziny: przez pana, który całymi dniami stoi przy placu budowy i kieruje pieszych na specjalnie wydzieloną ścieżkę, kłaniając się przy tym nieustannie; panią na stoisku z butami, która zawija pieczołowicie każdy pantofel z osobna w zgrabne paczuszki, kiedy mówimy, że nie będziemy brać pudełka, a podając papierową torbę z zakupami uszy zawija tak, żeby było jak najwygodniej nieść; panią w banku, która kłania się dopóki klient nie zniknie z pola widzenia, mimo, że korytarz bankowy ciągnie się i ciągnie; czy wreszcie konduktora w Shinkansenie, który zanim opuści przedział, odwraca się do podróżnych i zgina w głębokim ukłonie.

I teraz taka nieco niepokojąca puenta-zagadka: dlaczego wszystko, co opisane powyżej tak bardzo dziwi i zaskakuje (że aż trzeba osobny post napisać) skoro, wydawałoby się być normalnymi, ludzkimi odruchami uprzejmości, dobrego wychowania i zwykłej poczciwości? Hmmmm….

To by było na tyle

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola i Andrzej🙂


  READ IN ENGLISH


JAPANESE BITS & BOBS #2

The thing that hits you the most on the planet Japan is an incredible, effortless and natural courtesy and kindness of people. There has not yet been a situation where for a fracture of a minute we feel a bit lost and confused, because straight away some good soul asks if everything is okay and how to help. A moment of consternation while looking at the metro map (which actually, looks like a Gordian knot) results in someone who approaches, explains how to get to a certain place, or simply takes you there personally (if unable to give direction in English).

The recent party at the Fuji Rock Festival almost ends up with us missing a train to Tokyo. But the planet Japan watches over us and a van appears on the road. The driver turns around form his route just to drive us to the railway station situated 30km in the opposite direction. He refuses to accept a teeny-tiny tip for the ride, and takes a photo with us instead. At the same event Andrzej loses his phone. We are able to locate it next day, using a clever application ‘Find my iPhone’. An hour later we are collecting it from the caring custody of the bartender in the nearby bar. Of course, no money accepted – only a photo taken.

Fuji Rock once more – a phenomenon that just knocked us out of our legs. Concerts in progress, 100.000 people are enjoying, everyone is drinking, eating and so on. After the gig, the arena is as clean as if nothing ever happened. Not a piece of trash, garbage, nothing. Well, except the ones neatly segregated – plastic bottles separately, caps separately, bottle stickers separately (!!!), chopsticks separately, and so on. And the best part is that it is not the cleaners that are so efficiently removing everything. It is the festival crowds themselves (including yours truly). Moreover it’s not only their own trash they take care of, it’s the every single one spotted on a forest path on the way to a next concert. On top of it, in the trash-bins spot, there is a proper army of volunteers who advise, if in doubt, where to throw each kind of garbage. Jaw is dropping. But not for long, as there is always someone to quickly pick it up…

Another totally awesome experience: customer service, which can only be described as ‘out of this world’. It applies to absolutely every area: the construction worker,  who stands all day at the construction site and directs pedestrians to a safe path, constantly bowing at each passing by person; shoe-store attendant, who wraps carefully each shoe in neat, separate packets, and when we say that we will not take the box – she hands us the paper bag with handles rolled up in the way that it’s more comfortable for customer to carry it; lady at the bank, who bows until the client disappears from her view, although the bank corridor is as long as the La Manche Tunnel; or finally a conductor in Shinkansen, who before leaving the compartment, turns to travellers and bends in a deep, respectful bow.

And there is this bit unsettling thought in the end: why are we so surprised and positively shocked by all the things described above, while these should be the totally normal and natural human reactions – respect, good manners, helpfulness and simple caring. Hmmmmm…..

And that would be all for now

Cheers and till the next read!

Ola and Andrzej🙂

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: