MITAMA MATSURI


Translate Polish to English

We środę (16.07) po pracy wybieramy się do świątyni Yasukuni, zerknąć na ostatni dzień obchodów Mitama Matsuri – święta poświęconego duchom przodków. Coś na kształt naszych Zaduszek. Świątynia położona całkiem niedaleko od naszego mieszkania – 20 min. spacerem – ale, że robi się późno biegniemy na pociąg do stacji Nagatacho. Do stacji 3min. Przejście podziemne do odpowiedniej linii i peronu – 10min… Spieszymy się tak bardzo, że aż zatrzymujemy się w jednej z jadłodajni. Zamówienie znowu składamy w śmiesznej maszynie przed wejściem do „jadalni”. Tym razem oprócz obrazków są angielskie opisy, więc nawet wiemy co jemy: sos curry z ryżem i kotletem wieprzowym – opcja bardzo ostra (Andrzej), oraz sos curry z ryżem i jajkiem na ultra-miękko – opcja w ogóle nie ostra (Ola). Zanim zdążymy przekroczyć próg, dania są już gotowe. Siadamy przy długim, wąskim stole zaopatrzonym w wodę i jakieś różowe ostro-kwaśno-słodkie pyszne pikle i zajadamy najpyszniejszy na świecie ryż z sosem. W odróżnieniu od curry tajskiego czy indyjskiego, japońska wersja jest równie aromatyczna ale słodka – nawet „ostra” wersja. Słodkie, niesłodkie, jakiekolwiek – i tak jest pyszne. Jak wszystko tutaj, nieważne gdzie się pójdzie i co się zamówi. Nawet kupowane w markecie „gotowce” na wynos są  małą ucztą dla podniebienia. OK, wracam zanim zaślinię klawiaturę…

Maszyna Zamawiająca

Maszyna Zamawiająca

Po kolacji wreszcie udaje nam się dotrzeć do odpowiedniego peronu. Wsiadamy do pociągu, żeby po 5 minutach z niego wysiąść na docelowej stacji Kudanshita. Na to czego doświadczamy później, życie nas jeszcze nie przygotowało. Po przejściu przez bramki biletowe zostajemy wciągnięci w tłum jakiego w życiu nie widzieliśmy. Kolejki do schodów są monstrualne, ale za to bacznie kontrolowane i koordynowane przez porządkowych, rzucających komendy przez megafony. Komend nie rozumiemy, więc jedyne co nam pozostaje to podążać za tłumem. W sumie innej opcji nie ma, bo próba pójścia pod prąd to oczywiste samobójstwo. Pokonanie kilkudziesięciu stopni i dwóch, trzech półpięter zajmuje ok 15 min. Na zewnątrz szybka walka o oddech i z powrotem w rzekę ludzi. Przemieszczamy się z jej prądem – kroczek za kroczkiem i ani krzty szybciej – wzdłuż ulicy prowadzącej do świątyni. Po obu stronach ulicy poustawiane są stoiska z jedzeniem, piwem, grami i zabawami (np. bardzo intrygujące łowienie rybek w misce). Nad stoiskami górują niekończące się kolumny kaligrafowanych lampionów – niesamowity widok.

W połowie drogi przystajemy przed czymś na kształt okrągłej sceny, gdzie w rytm wybijanych na bębnie taktów, tańczą ubrane w kimona kobiety. Pod sceną dołączają do tańca przechodnie. Bębniarze również są częścią choreografii, zmieniając się płynnie ze sobą po wybiciu odpowiedniego ułamka taktu.

Dołączenie do tańca zostawiamy sobie na następny raz i przemy dalej uparcie do świątyni… po drodze zatrzymując się na zasłużone pojenie piwne. Andrzeja jeszcze atakuje ochota na przekąskę w postaci Takoyaki – zapiekane kulki z ciasta pszennego, faszerowane mielonymi albo siekanymi ośmiorniczkami. Posileni i napojeni wreszcie trafiamy do świątyni, która zaczyna się zamykać. Wpadamy na dziedziniec zewnętrzny dosłownie w ostatniej chwili, żeby zrobić parę szybkich zdjęć, po czym jesteśmy grzecznie, ale stanowczo wygonieni za zewnątrz.

Razem z nami na ulicę wylewa się cały barwny tłum, którego różnorodności opisać się nie da: ludzie w tradycyjnych kimonach przeplatają się z totalnie odlotowymi, futurystycznymi ciuchami; tradycyjne „japonki” stukają obcasami obok niebosiężnych plastykowo-metalowo-szklanych koturnów. Do tego jeszcze maski różnego rodzaju (lisy, czarodziejki z księżyca, itd.) i przekrojowy zarys gotowy.

Nauczeni traumatycznymi przeżyciami ze stacji, do domu wracamy piechotą.

To by było na tyle.

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola i Andrzej


READ IN ENGLISH


MITAMA MATSURI

After work, on Wednesday (16.07) we’re heading off to the Yasukuni Shrine, to have a look at the last day of Mitama Matsuri celebrations – festival dedicated to the spirits of ancestors. Temple is located not that far from our apartment – only 20 min. walk – but as it’s getting late, we run to the Nagatacho station to catch a train. Walk to the station – 3 minutes. Underpass to the appropriate line and platform – 10 minutes … We are rushing so much that in the meantime decide to stop in one of the diners. Again order needs to be placed via the funny machine outside. As it appears, besides of the pictures, there is also English description of the food, so this time we know what we eat: curry sauce with rice and pork cutlet – spicy as hell (Andrew), and curry sauce with rice and a half-boiled egg – not at all spicy (Ola). Before we pass the doors – the dishes are ready. We are getting comfortable at a long, narrow table stocked with water and some pink spicy-sour-sweet delicious pickles and start to eat the most delicious ever rice with curry sauce. Unlike Thai or Indian curry, Japanese version is equally aromatic but sweet – even the „hot” version. Sweet, not sweet, whatever like – it’s all delicious. Like everything here, no matter where you go and what you ordered. Even these pre-packed ‘to-go’ stuff one can buy in the convenience store are mouth-watering. OK, back to life before I drool all-over the keyboard …

After dinner, finally, we are able to reach a suitable platform. Hop on to the train, and after 5 minutes hop off on the Hamamatsucho station. For what we experience later, life has not yet prepared us. After passing through the ticket gates we are getting pulled by a an immense crowd we’ve never seen before. Queues to the stairs are monstrous, but at the same time closely controlled and coordinated by the orderlies, throwing commands through megaphones. As we don’t understand the commands, the only thing left for us is to follow the crowd. Actually, there is no other option, because an attempt to go against the tide is an obvious suicide. Getting through 30-40 stairs and two, three landings takes about 15 min. Outside, few deep breaths and back into the river of people. We are moving – step by step, veeeeery slowly – along the street leading to the temple. There are food, beer, fun and games (such as a very intriguing – fishing in a bowl) stalls on both sides of the street. Dominating over the stalls there are endless columns of lanterns covered with calligraphies – a truly amazing view. In the middle of the road, there is something like a circular stage, where women dressed in kimonos dance to the rhythm beat on a huge drum. People around the stage dance along with the performers. Drummers are also part of the choreography, changing smoothly with one another after ‘drumming’ the corresponding fraction of tact. We decide to join the dancing party the next time and proceed further to the temple instead … Stopping only for a well-deserved beer break and snack in a form of takoyaki – balls of baked wheat dough, stuffed with chopped or diced octopus. All nourished we finally reach the temple, which is starting to close. We get to the outer courtyard just in time to take a few quick photos and then we are politely, but firmly, being chased outside.

Together with us the whole colourful crowd pours out. The diversity is almost impossible to describe: people in traditional kimonos are interspersed with ones in totally futuristic clothes; heels of the traditional Japanese ‘getas’ clink next to sky-high plastic-metal-glass buskins. Add to it different kinds of masks (foxes, pigs, ‘Sailor Moons’, etc.) and entire cross-section ready.

Taught by traumatic experiences from the station, we are returning home on foot.

That would be all for now.

Cheers and till the next read

Ola and Andrzej🙂

 

 

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: