PIĘTNASTKA W SHIBUYA


Translate Polish to English

Kiedy 14-go lipca Francuzi świętują rocznicę zdobycia Bastylii, my z Andrzejem świętujemy rocznicę zdobycia siebie nawzajem. 15 lat temu – we Francji i to na wieży Eiffla – wpadliśmy po uszy w galimatias kłótni i pojednań, oślego uparcia i bezwarunkowego zrozumienia, ostrych sprzeczek i bezgranicznego wsparcia, zwariowanej i wspaniałej wspólnej przygody, która trwa do dziś🙂 Jako że właśnie wylądowaliśmy w Tokyo – na miejsce celebracji wybieramy równie zwariowaną dzielnicę Shibuya.

Jej centrum stanowi stacja kolejowa o tej samej nazwie, otoczona mnóstwem sklepów, barów i restauracji. Nas zanosi do sushi baru, w którym byliśmy w zeszłym roku po Fuji Rock Festival – Genki Sushi (Zdrowe Sushi). Rozsiadamy się wygodnie… jaaaasneeee😉 wciskamy się w kącik z dwoma stołeczkami przy wąskim barze i przy pomocy dotykowego ekranika, zamawiamy różności: sushi z łososiem, tuńczykiem, gunkan maki (ryż z dodatkami zawinięty w pasek nori) z sałatką tuńczykową na ostro, kawiorem, itd. W międzyczasie przyrządzamy sobie zieloną herbatę ze sproszkowanych liści, które zalewamy gorącą wodą z wystającego ze stołu kranika. Andrzej z głodu już nie za bardzo wie co robi i sypie herbaciany proszek – myśląc, że to wasabi – do sosu sojowego😉 Całe szczęście wkrótce zamówione różności podjeżdżają nam pod nos na specjalnym podajniku, który po zabraniu zamówienia odsyła się z powrotem przez naciśnięcie wariacko mrugającego i piszczącego guziczka. Jedzenie oczywiście pyszne. Co prawda nie ma porównania z tym, co dostaliśmy w sobotni wieczór w Ginzie, ale i tak dzisiejsza wersja „na budżecie” bije na głowę nie jedną europejską, a nawet azjatycką restaurację.

Taśmociągi w Genki Sushi

Po jedzeniu obowiązki zakupowe. Potrzebujemy kroci przejściówek, przedłużaczy i kabli różnego rodzaju, których idziemy szukać do gigantycznego centrum handlowego AGD – Yamada Denki (Elektryka Yamady). Tu Andrzej wprawia mnie w osłupienie, dogadując się ze sprzedawcą przy użyciu trzech słów, w tym jednego zjapońszczonego angielskiego – „adaptua”🙂 Przy zakupach plujemy sobie w brodę, że do naszego nadbagażu nie dorzuciliśmy jeszcze podobnej elektryki, bo płacimy jak za buraki – przejściówka 800 JPY (24PLN), przedłużacz 1000 JPY (30 PLN). Do tego jeszcze bierzemy nie do końca to, co trzeba, ale na razie o tym nie wiemy, więc cali szczęśliwi idziemy celebrować dalej do pobliskiego baru – Pronto Bar. Nazwa zwodzi mocno, bo jedyne co w barze jest włoskiego, to właśnie… nazwa. Siadamy sobie przy otwartym barze, zamawiamy dzbanek piwa za całkiem sympatyczne 1500 JPY (50 PLN) i uskuteczniamy obserwowanie mijających nas ludzi. A jest na co patrzeć, oj jest! Generalnie uliczki Shibuya to jeden wielki wybieg dla modeli. Widzimy absolutnie cały przekrój modowy, przez typowo biurowy strój „salary men” („ludzie wypłaty” – określenie odnoszące się do pracowników biurowych, których odzienie sprowadza się do białej koszuli i garnituru), kosmiczne zestawienia ciuchowe nastolatków i studentów (płeć piękna – musowo białe skarpetki do czarnych pantofli, albo na odwrót), trendy i bardzo hip wdzianka kręgu kreatywnego i wreszcie pełny klasyk – kimona.

Shibuya wrze – mimo, że jest poniedziałek 23:00, życie imprezowe toczy się na całego. Ale nie w Pronto, które postanawia się zamknąć. Spuszczamy uszy po sobie i udajemy się w stronę stacji i pociągu powrotnego. W samym środku szalonego skrzyżowania Shibuya, podczas walki o życie przeciskając się przez tłumy ludzi, podejmujemy decyzję, że jeszcze na nas nie czas i walimy pod prąd w stronę najbliższego baru (pod torami kolejowymi) – Scramble. Znowu piwko – tym razem bardzo niesympatycznie drogie (za szklanę 1000 JPY, 30 PLN) i znowu obserwowanie ludzi – robotników drogowych, którzy są poddawani odprawie przed-pracowej. W pewnej chwili ok. 20-osobowa grupa rozpierzcha się na wszelkie strony, żeby ułamek sekundy później ustawić się w doskonale opracowanym porządku, ładzie i składzie i przygotować miejsce dla świeżo przywiezionych maszyn. Akcja co najmniej na miarę naprowadzania lądującego awaryjnie samolotu.

23:30 – kończymy piwkowanie i pędzimy na ostatni pociąg powrotny. A po wyjściu ze stacji… ostatni rocznicowy toast w barze na rogu: za Bastylię, wieżę Eiffla i dalszy ciąg wspólnej przygody zwariowanej, szalonej i przepełnionej barwami niczym Shibuya.

To by było na tyle.

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola i Andrzej

 


READ IN ENGLISH
FIFTEENTH IN SHIBUYA

On the 14th of July, when the French celebrate the anniversary of the fall of the Bastille, Andrzej and I celebrate the anniversary of falling for each other. 15 years ago – in France and on the Eiffel Tower – started the whole chaos of quarrels and reconciliations, donkey-like stubbornness and unconditional understanding, silly bickering and limitless support – our crazy and wonderful adventure that continues today🙂 As we just landed in Tokyo – for the celebration place, we choose as crazy as our relationship – Shibuya district. Its centre is the railway station of the same name, surrounded by immense number of shops, bars and restaurants. For the anniversary dinner we are heading to the sushi bar where we ended up last year, after the Fuji Rock Festival – Genki Sushi (Healthy Sushi). Once settled down comfortably …;) yah, right! Once squeezed in the tiny corner on the two small stools at the narrow bar, with the help of a touch screen we are ordering miscellaneous food: sushi with salmon, tuna, gunkan maki (rice with different toppings wrapped in a strip of nori) with spicy tuna salad, fish roe, etc. In the meantime, we are preparing green tea made from powdered leafs, on top of which hot water is poured from the tap protruding from the table. Andrzej is so hungry that does not really know what he’s doing anymore and is pouring tea powder – thinking it’s wasabi – to the soy sauce. Luckily our order soon pulls up in front of our faces. It is carried on a special conveyor-like thingy that is sent back by pressing the crazily blinking and beeping button after the food is taken from the trays. Food, of course, is delicious. Obviously there is no comparison to what we got on Saturday night in Ginza, but today’s „budget” version beats any European and even Asian restaurant hands down.

After eating – shopping duties. We need hundreds of thousands of adapters, extension cords and cables of all kinds, which we’re looking for in a giant appliance shopping mall – Yamada Denki (Yamada Electronics). Here Andrzej totally impresses me with his ability to explain what we are looking for in three Japanese words, including English one in Japanese version – „adaptua”🙂 While shopping we realize that we could add such stuff into our excess baggage, and avoid ridiculously overpaying now – adapter 800 JPY (24PLN), extension 1000 JPY (30 PLN). On top of everything instead of buying the correct stuff we ended up with useless American connector, however not knowing about it at that point of time, we are happily heading to celebrate further in a nearby bar – Pronto Bar.

The name is quite deceiving, as the only Italian thing in the bar is … its name. Once settled comfortable at the open bar, we are ordering a jug of beer for quite nice price – JPY 1500 (50 PLN) and start people-watching. And there is loads to look at, oh, there is! In general Shibuya is a one big catwalk. We can admire absolutely entire cross-section of the fashion: the typical attire of so called „salary men” (a term referring to office workers, whose clothing comes down to a white shirt and suit), cosmic sets of clothes worn by teens and students (the fair sex – compulsorily white socks, black shoes, or vice versa), trendy and very hip costumes of the creative circle and finally – full classic kimonos. Shibuya pulsates with night-life – even though it’s only Monday night, the party goes on. But not in Pronto, which closes down. Very disappointed, we are heading back towards the train station. In the middle of a crazy Shibuya crossing, while fighting for our lives pushing through the crowds of people, sudden decision strikes us – this is still not the time to go home and we’re going back upstream toward the nearest bar – Scramble. Beer again – this time very unfriendly expensive (for glass JPY 1000, 30 PLN) and again the people-watching. This time – road workers who are subject to a before-work briefing. At one point group of 20 scurry on in different directions to come back in a perfect order just a fraction of the second later and prepare a place for the newly delivered machines. Action, as perfectly coordinated and performed, as guiding emergency landing aircraft.

At 11pm it’s time to finish our drinks and rush back for the last train. And after arriving to the final destination… last anniversary toast at the bar on the corner: to the Bastille, the Eiffel Tower and to all the things yet to come in our adventure as crazy, colourful and wonderful as Shibuya.

That would be all for now.

Cheers and till the next read

Ola and Andrzej🙂

One thought on “PIĘTNASTKA W SHIBUYA

  1. Pingback: SHIBUYA | Wiadomości Singapurskie

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: