BANGKOK


Translate Polish to English

Jak zwykle rano, szybkie śniadanko i podwózka wynajętym samochodem (ok 2 i pół godziny, bez incydentów stłuczkowych) do Poipet, gdzie ustawiamy się w kolejce na przejściu granicznym i czekamy, co by nas wpuścili do Tajlandii. Ok. 2 godziny później, łapiemy tuk-tuk i każemy się wieźć na stację kolejową w Aranyaprathet skąd pociągiem mamy się przedostać się do Bangkoku. Na stacji kupa ludzi i zamknięte okienko biletowe, które jak się okazuje, otwiera się dopiero na godzinę przed odjazdem pociągu. Korzystamy z wolnej chwili i kupujemy prowiant na drogę. Przysmak podróży – biszkopciki Playboya. O 12:50 stoimy już w kolejce po bilet i kupujemy trzy w pierwszej klasie, czyli w przedziale zaraz za lokomotywą i … to już wszystko, jeśli chodzi o przywileje pierwszo-klasowe.😉 Pociąg jak to pociąg – pełen wrażeń😀 Trzęsie, telepie, okna się nie zamykają/otwierają albo otwierają/zamykają się jak same chcą, dym lokomotywy kopci do środka – ubaw po pachy😀 Podobno jeszcze lepsza zabawa w toalecie (eufemizm), gdzie trafienie do dziury w podłodze jest nie lada wyczynem😉 Za nami oryginalne tajskie dziecko, które bawi się nieustannie w a-ku-ku, obok nas oryginalny tajski mistrz😀 W połowie drogi zaczyna lać na zewnątrz … i w środku, dzięki obdarzonym wolną wolą oknom.

Po ponad 7 godzinach zabawy (miało być 6) docieramy do Bangkoku. Łapiemy pierwszą wolną taksówkę i dajemy na Khao San Road (słynna ulica imprezowa, którą jeszcze bardziej rozsławił film ‘Plaża’ z boskim Leonardo). Andrzej dostaje napadu szału przy wysiadaniu z taksówki, kiedy to ‘doskonałej jakości’ szorty zakupione na markecie w Wietnamie (za praktycznie nic), rozrywają się artystycznie w kroku. Paradujemy z nim obwiązanym arafatką po hotelach w poszukiwaniu noclegu. Hotel, który sobie upatrzyliśmy nieco wcześniej okazuje się być cały zapchany. Szukamy więc dalej. Paniki nie ma, bo Khao San obfituje w zakwaterowania. Trafiamy do hotelu, który wydaje się całkiem spoko. W recepcji czekając na klucz, trafiamy na osobliwą parkę: kompletnie zalany bladotwarzowiec z ładną Tajką/Tajem (przykład jeden z wielu popularnego zjawiska tajskiego, zwanego Lady-Boy – Panio-chłopcem). Z pokoju rezygnujemy, zostawiamy Andrzeja z torbami (dosłownie) i rozwalonymi spodniami i idziemy szukać dalej. 60 sekund później, po przeciwnej stronie ulicy udaje nam się znaleźć fajną miejscówkę bez widocznych, osobliwych par damsko-męsko-niemęsko-niedamsko-osobowych.

Po wybebeszeniu toreb i segregacji ciuchów toksycznych przeznaczonych do prania lub spalenia, ciemną już nocą ruszamy w Khao San na poszukiwanie strawy. Szalone miejsce! Gwar, ścisk, tłumy turystów, lokalnych naciągaczy, mrowie malutkich stoisk z absolutnie wszystkim za niemalże nic, i jedzenie. Tony jedzenia wszelakiego – od smażonych szarańczy i innych robali, przez niewielkie restauracyjki oblężone przez back-packerów, do wystawnych restauracji z super-wymyślnymi daniami. My rozsiadamy się w jednej z przyulicznych, niewielkich restauracyjek, gdzie chłopaki zamawiają na pewno piwo i chyba tajskie curry, a ja rzucam się na ryż ananasowy podany w … ananasie🙂 Przy naszym stoliku mała kapliczka ze statuetką buddy, kadzidełkami i ofiarami w postaci owoców, ryżu i chleba. Takie sąsiedztwo utrzymuje nas w przekonaniu, że siła wyższa nad nami czuwa i naszym żołądkom w tym przybytku nic stać się nie może. Szczęśliwi trwamy w tej ułudzie do czasu, aż na kapliczkę wskakuje – ku mej bezgranicznej uciesze – szczur wielkości kociaka i zaczyna wyjadać buddyjskie ofiary. Wieczór spędzony w tak przemiłym towarzystwie kończymy późno, bo nam się należy🙂

Rano, wcale nie tak wcześnie, a nawet wręcz późno, gdzieś ok. 8:00 idziemy na śniadanie. Potem tuk-tuk (bardzo, bardzo, podejrzanie tani) i pierwszy przystanek w świątyni Intharawihan. Monument wzniesiony na początku okresu Ayutthaya – Syjamskiego królestwa, istniejącego od XIV do XVIIIw. Najbardziej rozpoznawalny znak świątyni – stojący Budda – jest jednak całkiem współczesny. Jego budowa rozpoczęła się w 1867r., trwała 60 lat i zaowocowała posągiem wysokim na 32 metry i szerokim na 11. Całość pokryta jest warstwą 24-karatowego złota. Utrzymuje się, że kok na głowie Buddy kryje w sobie, przywiezioną ze Sri Lanki, relikwię Buddy Gautama, na którego naukach opiera się cały buddyzm.

Chwilę później dowiadujemy się dlaczego tuk-tuk, który miał nas zabrać jeszcze do Pałacu Królewskiego, był tak podejrzanie tani. Otóż, zamiast jechać prosto do kolejnego punktu wycieczki, pan serwuje nam objazd przez … krawca. Okazuje się, że każdy tuk-tukarz ma pewnego rodzaju umowę z właścicielami sklepów – za każdego przywiezionego klienta, bez znaczenia czy takiego, który coś kupi, czy tylko pomaca i pójdzie, dostaje pieczątkę na paliwo. Za pewną ilość pieczątek benzyna gratis. No i cóż, chciał nie chciał, Andrzej portfel odchudza, bo upatruję sobie kieckę na zbliżające się wesele znajomych😀 Miara wzięta, szczegóły uzgodnione, pierwsza przymiarka tego samego dania, po wizycie w Pałacu Królewskim.

W czasie wolnym od krawców i przymiarek, ruszamy do rzeczonego pałacu. Właściwie powinnam napisać kompleksu pałacowego, ponieważ oprócz siedziby królewskiej i sal tronowych mieszczą się tu jeszcze biura urzędników państwowych i słynna świątynia Szmaragdowego Buddy. Rozciągające się na 218 000 metrów kwadratowych gmaszysko, otaczają cztery potężne mury warowne o łącznej długości 1 900 metrów. Kompleks został wybudowany w 1782r. za panowania króla Ramy I, który po królewsku stwierdził, że poprzedni pałac – położony po przeciwnej stronie rzeki – się nie nada i trzeba stawiać nowy. Obecnie pałac siedzibą królewską już nie jest i pełni funkcję typowo turystyczną. Okazjonalnie odbywają się w nim uroczystości państwowe.

Jak to w pałacu, wymogi odzieżowe wysokie, że ho! ho! Adam, dobra dusza, pożyczył uboższemu o parę szortów Andrzejowi, swoich osobistych spodenek. Ładnych, eleganckich, zakrywających kolana, tak aby nie urazić królewskich uczuć i odczuć. Sam natomiast do pałacu wpuszczony nie zostaje, bo jego szorty są za krótkie… Pan pilnujący moralności oraz bramy, prowadzi Adama do długaśnej kolejki turystów, którzy czekają na wypożyczenie tymczasowych fatałaszków. Dostaje mu się para ‘gustownych’, szarych spodni dresowych, które w ogólnie panującym upale przyczyniają się do osiągnięcia temperatury wrzenia w tempie jeden do setki.

Po zakończonych sukcesem zamieszaniach odzieżowych idziemy do Królewskiego Klasztoru Szmaragdowego Buddy. Szmaragdowy Budda tak naprawdę jest wykonany z jadeitu, a nazwę swoją zawdzięcza zwykłej pomyłce. W 1434 kiedy to po raz pierwszy natknięto się na statuetkę w Chiang Rai (wcześniejsza stolica za panowania króla Mangrai w XIII w.), ta cała pokryta była gipsem i wyglądała mocno nie imponująco. Dopiero opat, którego pieczy powierzono figurkę zauważył, że gips na nosie Buddy odpada, ujawniając zielonkawy kamień pod spodem. Oczywiście pierwsze skojarzenie – szmaragd! I tak oto jadeitowy Budda, stał się Buddą szmaragdowym. Figurka przechodziła z rąk do rąk i z kraju do kraju, żeby wreszcie w 1778, pośród ogólnych hucznych celebracji, osiąść w Bangkoku. Obecnie spoczywa na misternie rzeźbionym, pokrytym złotem i złotą farbą drewnianym tronie w samym centrum kaplicy święceń. Ściany świątyni bogato zdobią niesamowicie barwne freski, przedstawiające sceny z życia Buddy. Klasztor jest dość specyficznym miejscem, jako, że żaden mnich w nim nie rezyduje i pełni raczej funkcję prywatnej kaplicy królewskiej niż pełnoprawnego klasztoru.

Na Tarasie Wysokim rzucamy oczętami na wielki, złoty relikwiarz w kształcie stupy i Mondop – skarbiec wiedzy, gdzie w szkatułach z masy perłowej, zgromadzone są święte teksty spisane na palmowych liściach. Na niższym piętrze, odwiedzamy królewską bibliotekę, przebogato zdobioną kaplicę z mnóstwem podobizn Buddy i mauzoleum królewskie. Potem przenosimy się do wybudowanej w 1785r. Sali Audiencyjnej. Jej centrum stanowi tron królewski umieszczony na ołtarzu w kształcie łodzi, otoczony dziewięciowarstwowymi baldachimami i siedmiowarstwowymi gigantycznymi parasolami. Kolejna ważna sala kompleksu, to sala koronacyjna – Paisal Taksin. Jej główne elementy: ośmiokątne siedzisko, na którym przyszły król czeka na reprezentację ludu, która ‘zaprasza’ go do przejęcia władzy oraz tron, na którym otrzymuje insygnia władzy. Pomiędzy oboma elementami mieści się ołtarz zawierający statuetkę opiekuńczego bóstwa kraju – Phra Syam. Po zakończonej ceremonii król przenosi się do budynku obok – Chakraphat Phiman, gdzie spędzając noc ostatecznie pieczętuje przejęcie nowego stanowiska. Po każdej stronie wrót wiodących do kwatery umieszczone są pieczęcie poszczególnych ministerstw: lew – ministerstwo spraw wewnętrznych, słoń – ministerstwo obrony, kryształowy lotus – ministerstwo spraw zagranicznych, itd.

Centralna Sala Tronowa mieści się w ukończonym w 1882r. budynku Chakri Maha Prasat. Zdobiona gigantycznymi obrazami, przedstawiającymi podejmowanie delegacji dyplomatycznych (m.in. przyjęcie Królowej Wiktorii, Napoleona III, itd.) obecnie również służy temu samemu celowi. Do przyjmowania wewnętrznych oficjeli służy Sala Tronowa Dusit Maha Prasat w kompleksie budynków Dusit. Jej centrum stanowi przepiękny tron, bogato zdobiony elementami z masy perłowej.

Najbardziej nowoczesnym i współczesnym dodatkiem do Kompleksu Pałacowego jest Borom Phiman Mansion. Wybudowany w 1903r. służy jako zakwaterowanie dla gości królewskich.

Cały kompleks jest jednym wielkim ogrodem z przepięknie utrzymanymi trawnikami i rabatami kwiatowymi. Wszystkie budynki pałacowe – z wyjątkiem Borom Phiman Mansion, którego architektura jest typowo zachodnia i nieco wyblakła w porównaniu z całą resztą  – są pokryte szklano-ceramicznymi mozaikami. Do tego dochodzą jeszcze złote zdobienia i przepychowy oczopląs gotowy.

Pod koniec zwiedzania zaczynam chłopaków poganiać i marudzić, bo czas przymiarki się zbliża a my hektary od miejsca docelowego. Szczęśliwie na rytuał krawiecki zdążamy i umawiamy się na odbiór z dostawą do domu/hotelu następnego dnia popołudniu. Potem z powrotem do hotelu i bardzo zasłużony relaks przy basenie z widokiem na … dachy🙂

To by było na tyle

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola, Andrzej i Adam🙂

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: