PŁYWAJĄCA WIOSKA


Translate Polish to English

Rozpuszczeni, jak dziadowskie bicze, pobudkę zaserwowaliśmy sobie na nieprzyzwoicie późną 7:00 rano. Po śniadaniu znowu w tuk-tuk, szybki przystanek przy jednym z mostów Angkor Tom i pierwsze z przed-lunchowych miejsc docelowych – Ta Som.
Wybudowaną w XIIw., malutka świątynię, król Jayavarman VII dedykował swojemu ojcu. Wieżę wieńczącą budynek dekorują płaskorzeźby czerech gigantycznych twarzy. Ta Som jest jedną ze świątyń, które dopiero niedawno dostały się do projektu renowacji. Obecnie, podobnie jak w przypadku Ta Prohm, główną pieczę trzyma nad nią kambodżańska flora. Perah Khan, do którego pogonieni zostaliśmy później, to również wzniesione w XIIw. dzieło Jayavarmana VII. Jego utrzymaniem zajmowała się mała armia służących i różnego rodzaju urzędników – utrzymuje się, że całego zamieszania było ponad 100 tysięcy osób. Perah Khan jest przykładem – jednym z najlepszych – ciągłego przenikania się kultur hinduskiej i buddyjskiej. Jego centrum stanowi buddyjskie sanktuarium, które z kolei otoczone jest pomniejszymi ołtarzami hinduskimi. Świątynia została wybudowana w miejscu, gdzie Jayavarman VII pokonał Czamów (między II a XVIIw. lokalna potęga morska; obecnie część Wietnamu) i nazwana na cześć tego wydarzenia – Świętym Mieczem. Według archeologów miejsce skąpane było w dobrobycie – srebro, złoto, perły, klejnoty i stado złotych krów znalazły przytulny dom w Perah Khan. I jeszcze buddyjscy mnisi na dokładkę, jako że miejsce ustanowione zostało buddyjskim uniwersytetem. Praprarapra…krewny jednego z nich uraczył Andrzeja i Adama błogosławieństwem i sznureczkiem zawiązanym na nadgarstku. Od razu było widać efekty – Andrzej rzadziej biegał do toalety, Adama nic tego dnia nie użarło.

Ostatnim świątynnym miejscem naszej kambodżańskiej podróży był Wschodni Ebon. Wzniesiony w Xw. na sztucznie stworzonej wyspie po środku rezerwuaru Wschodni Baray – dziś wyschłego. Ebon poświęcony był hinduskiemu bogu Śiwie i dedykowany rodzicom króla Rajendravarmana II. Charakteryzowały go bogate zdobienia klejnotami, po których obecnie zostały już niestety tylko dziury w ścianach😦 oraz piękne płaskorzeźby (przeważnie przedstawiające sceny religii hinduskiej) i masywne rzeźby – na przykład dwumetrowe słoniątka, na każdym rogu świątynnych tarasów.
Przy wyjściu tradycyjnie zaatakowali nas sprzedawcy pamiątek, podtykając pod nosy pocztówki, chusty, figurynki i cuda różnorakie. Nauczeni doświadczeniem i instynktem samozachowawczym chcieliśmy się standardowo rzucić do ucieczki, ale uwagę Andrzeja przykuł jeden ze sprzedawców oferujących płyty DVD z historią Angkor. Film i 10 USD zmieniają właścicieli, Andrzej przyjacielsko gaworzy ze sprzedawcą i pyta o imię tegoż. „Rambo” rzuca chłopak. A my czekamy aż wyskoczy na nas z dżungli, niosący drewniany drąg na ramieniu Arnold w stylu Komando. Nie doczekawszy się niestety, pakujemy się na tuk-tuk i jedziem dalej do pływającej wioski.

Podróż do położonego 15km. od Siem Reap jeziora Tonle Sap zajmuje ok. 30-40 min. Parkujemy przy przystani łódek motorowych, gdzie nasz jak zwykle niezastąpiony przewodnik organizuje wejściówki (10 USD od łebka w 2012, teraz podobno trzykrotnie więcej :/). Tonle Sap jest największym słodkowodnym jeziorem w Azji Południowo-Wschodniej – przez kilka miesięcy w roku przynajmniej – kiedy, w porze deszczowej (czerwiec – październik) wody Mekongu docierają do rozlewiska. W tym okresie powierzchnia jeziora rośnie z 2,700 do 16,000 kilometrów kwadratowych, a głębokość zmienia się z 1 do 9 metrów. Od listopada, wszystko wraca do normy, kiedy to suchy sezon wysusza wody Mekongu i tym samym jezioro. Ostatniego dnia pełni księżyca na jeziorze zaczynają się obchody Festiwalu Wody i Księżyca, znanego również pod nazwą Święta Siedmiogłowego Węża, które otwierają sezon rybacki. Ze wszystkich wiosek położonych na jeziorze zbiera się ponad 370 drużyn i zaczynają się, trwające trzy dni wyścigi łódek. Zwycięstwo gwarantuje nie tylko zawodnikom, ale całej ich wiosce szczęście, dobrobyt i obfite połowy. Łodzie wykonane są z jednego pnia drzewa coki, którego najważniejszą właściwością jest odporność na próchnienie i butwienie. Na dziobie, malowane są oczy, symbolizujące otaczającą opieką łódź boginię. Ostatniego dnia wyścigu wszystkie drużyny zbierają się razem i proszą Nagę – siedmiogłowego węża – by wypluł wody Tonle Sap do morza i zakończył sezon deszczowy. W czasie sezonu deszczowego, wody Mekongu przynoszą krocie ryb, które się radośnie, nie niepokojone przez nikogo rozmnażają w Tonle Sap. Kiedy natomiast z nadejściem pory suchej, woda opada, zaczyna się raj dla rybaków. Wystarczy, że spuszczą sieci z domowej werandy, a odpływająca woda robi całą resztę, napełniając je rybami. Szacuje się, że przy pomocy tej techniki ‘na lenia’, łowionych jest 10 000 ton ryb w ciągu tygodnia. Każda część złowionej ryby jest wykorzystywana, nie marnuje się nic: suszone rybie głowy wykorzystywane są jako nawóz, gotowany tłuszcz z koszów rybackich przerabiany jest na mydło, ryby wymieniane są na ryż i inne potrzebne produkty. Jako, że buddyzm zakazuje odbierania życia jakiejkolwiek istocie, po zakończonym sezonie, każdy rybak poddaje się ceremonii oczyszczenia w świątyni. Z początkiem sezonu suchego rozpoczyna się również masowe sadzenie ryżu. Sezon ryżowy kończy się wielkim świętem, podczas którego cała wioska, przy dźwiękach muzyki, udaje się do pobliskiej pagody i po trzykrotnym jej okrążeniu składa dary bóstwom. Dary mają zapewnić błogosławieństwa na nadchodzący nowy sezon i pomóc w gromadzeniu dobrej karmy koniecznej do reinkarnacji i osiągnięcia Nirvany.
Tonle Sap jest domem 149 gatunków ryb i 17 zagrożonych wymarciem gatunków zwierząt. Z tego też powodu jezioro dostało się pod pieczę UNESCO, które uczyniło Tonle Sap rezerwatem ekologicznym.
Nam co prawda nie udało się zobaczyć ani wyścigów, ani łowienia ‘na lenia’, ale i tak byliśmy cali szczęśliwi, bo pływająca wioska (Chong Khneas) robi niesamowite wrażenie. Część domów wybudowana jest na palach, część natomiast to wybudowane na barkach, pływające domostwa. W taki sam sposób zbudowana jest szkoła, boisko i nawet podwójnie wprawiający w efekt WOW! kościół… katolicki. Pomiędzy domkami wiosłują sobie spieszące na ploteczki sąsiadki, wygłodniali rybacy zdążający do jadłodajni, pływające stragany z różnościami, a nieletni, którzy jeszcze nie mają ‘prawka’ radzą sobie używając za środek transportu gigantycznych misek. Pomiędzy tą gawiedzią plączą się kaczki, gęsi, wypływające na spacer psy🙂 Niesamowite i niezapomniane wrażenie🙂

Po powrocie pożegnalne piwko w centrum i wczesne zakończenie dnia, bo następnego dnia trzeba nam do Bangkoku.

To by było na tyle
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola, Andrzej i Adam🙂

 

Kambodżański kącik turystyczny

Genialna miejscówka w dżungli którą znalazł Adam (Siem Reap) – Palm Village Resort & Spa – http://palmvillage.com.kh/
Genialny przewodnik po Angkor Wat i pływającej wiosce – pan Sokpee Sumsot – http://siemreapadventuretravel.blogspot.sg/2013/04/home.html

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: