ANGKOR cz. II


Translate Polish to English

Rozciągający się na 9km kwadratowych Kompleks Angkor Thom („Wspaniałe Miasto”) powstał w XIIw. Król Jayavarman VII ustanowił go stolicą Khmerskiego imperium – ostatnią, jak pokazała historia. Poświęcenie i zaangażowanie, z jakimi rozbudowywał stolicę Jayavarman VII obrazuje jedna z wyrytych na ścianach kompleksu inskrypcji, która przedstawia króla, jako pana młodego, a Angkor Thom, jako przyszłą małżonkę. Utrzymuje się, że kompleks zamieszkany był przez 80 000 – 150 000 ludzi. Wybudowany jest w stylu Bayon, charakteryzującym się masywnością budowli, (co potwierdzić mogą nasze obolałe od biegania po niekończących się stopniach nogi, i umęczone zadyszką płuca), rzeźbionymi w każdej z wież wejściowych gigantycznymi twarzami oraz postaciami niosącymi ciało wężokształtnego bóstwa – Naga. Według wierzeń, siedmiogłowy, przypominający kobrę królewską wąż, miał ochraniać Buddę w czasie jego długotrwałych medytacji. Rzeźbione twarze natomiast, nieustannie zganiają archeologom sen z powiek, albowiem biedacy nie mogą dokładnie stwierdzić, kogo one przedstawiają. Jedne z teorii głoszą, że są to twarze króla, inne, że jest to obraz bóstwa reprezentującego współczucie Buddy, a jeszcze inne, że są to twarze obrońców miasta po prostu. Umieszczone wzdłuż dróg do bram wejściowych figury podtrzymujące Nagę to bóstwa żeńskie – po stronie lewej i ich męscy odpowiednicy i wrogowie zarazem – po prawej.

Do kompleksu dostaliśmy się przez Taras Słoni, który swoją nazwę zawdzięcza umieszczonym we wschodniej części rzeźbom, przedstawiającym te zwierzęta. 350 metrowa budowla służyła, jako królewski taras widokowy, z którego Jayavarman VII podziwiał swoją, powracającą ze zwycięskich wypraw armię oraz jako miejsce wszelkich publicznych ceremonii

Pierwszą budowlą, którą zwiedziliśmy w kompleksie Angkor Thom, była wzniesiona pod koniec Xw. Hinduska świątynia Phimeanakas. Budowla oparta jest o koncept trzypoziomowej piramidy, na szczycie, której umieszczona była wieża, niestety obecnie doszczętnie zniszczona. Każdej nocy król stawiał się w wieży, gdzie miał na niego czekać Naga pod postacią kobiety. Niepojawienie się Nagi oznaczało rychłą śmierć króla, natomiast niestawienie się na spotkaniu króla równało się zesłaniu klęsk i kataklizmów na królewskie ziemie.

Z Phimeanakas przenieśliśmy się do wybudowanego w XIIw. Baphuon – trzypoziomowej, hinduskiej świątyni-góry, która poświęcona była Śiwie (też się zdziwiłam pisownią, ale Wiki chyba wie, co pisze :/). Pod koniec XVw. Baphuon przekształcony został w świątynię buddyjską. W zachodniej części drugiego poziomu umieszczono wysoką na 9 i długą na 70 metrów figurę leżącego Buddy. Świątynia wybudowana została na piaskowym podłożu, które nie było w stanie utrzymać jej ciężaru. Wiele elementów budowli dosłownie zapadło się pod ziemię. Niefortunna lokacja postawiła nie lada problem przed archeologami, którzy musieli się mocno nagłowić jak podejść do rekonstrukcji świątyni.

I tak chyłkiem boczkiem dotarliśmy do położonej w samym centrum, głównej świątyni kompleksu – Bayon. Wybudowana na przełomie XII i XIII wieku, została ustanowiona przez króla oficjalną świątynią państwową. Początkowo buddyjska, zmieniała swoją religijną kategorię w zależności od panującego króla na hinduską, bądź z powrotem na buddyjską. Jej znakiem szczególnym jest ponad 200 gigantycznych twarzy, wyrzeźbionych na każdej z licznych wież położonych na górnym pionie świątyni. Ściany pokryte są niezliczonymi płaskorzeźbami, przedstawiającymi nietypowe kombinacje mitycznych, historycznych i świeckich scen. Obrazy na galerii zewnętrznej poświęcone są codzienności świata ludzkiego: maszerująca armia Khmerska, gotujące i zajmujące się dziećmi kobiety, rybacy wyruszający na połów, walki kogutów, rodzina królewska obsługiwana przez podwładnych. Galeria wewnętrzna przedstawia sceny mitologiczne i religijne: postaci Śiwy, Wisznu, Garudy – ptako-podobnego bóstwa, które służyło Wisznu za wierzchowca, scena uwalniania uwięzionej w górze bogini, walka króla z wężem, itd. 43metrowa centralna wieża Bayon była sanktuarium, w którym mieściła się prawie 4metrowa rzeźba medytującego Buddy. Po zmianie świątyni na hinduską, rzeźba została roztrzaskana i wrzucona do studni. Szczęśliwie w 1933r. szczątki udało się wydostać, poskładać z powrotem i obecnie medytującego Buddę można podziwiać w jednym z pawilonów w Angkor. W odróżnieniu od przestrzennego Angkor Wat, Bayon opisywana jest – bardzo trafnie zresztą, – jako konstrukcja „wciśniętą w ramę, która jest dla niej zbyt ciasna”. Może i wciśnięta i ściśnięta, ale wrażenie robi ogromne – jak twarze na jej wieżach🙂

Po południu, posileni lokalną strawą (kompletnie nie pamiętam, czym się zapychaliśmy, ale na 100% było pyszne) ruszyliśmy do głównej atrakcji dnia – Angkor Wat (Miasto Świątyń).
Świątynia jest jednym z najbardziej niesamowitych i niezwykłych budynków na świecie, dlatego jej powstanie przypisywano często ingerencjom bóstw. I tak według jednej z legend, została skonstruowana w ciągu jednej nocy przez boskiego architekta, który wzniósł ją na polecenie Indry – hinduskiego boga burz i deszczu. Według nieco bardziej przyziemnych doniesień, Angkor Wat wybudowany został w XIIw. jako świątynia hinduska dedykowana Wisznu. Ówczesny król obrał ją za stolicę imperium i ustanowił ją świątynią państwową. Miejsce swoim statusem nie cieszyło się zbyt długo, ponieważ około 30 lat później król Jayavarman VII ustanowił nową stolicę w Angkor Thom. Stopniowo od XIIIw. świątynia przekształcana była w miejsce kultu buddyjskiego i takim pozostała do dnia dzisiejszego. Mimo, że fakty dotyczące jej powstania są przyziemne, wrażenie na naukowcach Angkor Wat robił nieziemskie. I tak w XVIII w. Francuski podróżnik i naukowiec Henri Mouhot opisał ją, jako „dzieło jakiegoś starożytnego Michała Anioła, które nie ustępuje a nawet przewyższa to, co pozostawili po sobie Grecy i Rzymianie”. Największy na świecie religijny monument jest obiektem wielkiej dumy Kambodżan, (o czym świadczy umieszczenie go na fladze narodowej), którzy z chęcią o nim opowiadają, prezentują turystom, ale również dbają by rosnące zainteresowanie miejscem i wzmożony ruch turystyczny nie zniszczyły go.
Angkor Wat jest kolejnym przykładem świątyni-góry, zbudowanej na planie kwinkunksa. W przeciwieństwie do pozostałych budowli, front Angkor Wat skierowany jest w stronę zachodu. Fakt ten, jak również odwrotne do ruchu wskazówek zegara ułożenie płaskorzeźb zdobiących miejsce (odwrócony porządek rzeczy), podsunęły archeologom myśl, że świątynia miała służyć jako grobowiec króla Suryavarmana. Według innych domniemywań, zachodnie położenie budowli wiązało się z jej poświęceniem Wisznu, który utożsamiany jest z zachodem właśnie. Do porozumienia na pewno nad tym nie dojdą, ale za to w 100% zgadzają się, że świątynia jest najlepszym przykładem klasycznego Khmerskiego stylu architektonicznego, charakteryzującego się m.in. masowym użyciem piaskowca, jako budulca (ponad 5 milionów ton – porównywalne z drugą co do wielkości Piramidą Chefrena w Gizie). Wspólnym głosem również porównują kunszt budowli do stylów starożytnej Grecji czy Rzymu i opiewają harmonię, równowagę charakteryzujące architektoniczne rozplanowanie budynku i jego niesamowite zdobienia. W porównaniu do innych świątyń kompleksu, Angkor Wat upiększa największa ilość bardzo dobrze zachowanych płaskorzeźb (samą galerię zewnętrzną pokrywa 1000m kwadratowych), przedstawiających głównie sceny z hinduskich eposów, sceny historyczne z życia króla Suryavarman II i wreszcie obrazy mitologiczne.
Na 203 akrach otoczonych murem zewnętrznym, oprócz świątyni mieściło się kiedyś całe miasto wraz z pałacem królewskim. Sama świątynia wznosi się na platformie – nieco wyżej niż poziom miasta. Angkor Wat składa się z trzech galerii – każda położona wyżej niż poprzednia – uwieńczonych wieżą centralną. Ultra-stromizna schodów wiodących na każdy z tarasów ma odzwierciedlać trud dostania się do królestwa bogów. Czego z lekką zadyszką, ale dokonaliśmy.

Według ustaleń pierwotnych miał to być nasz ostatni dzień pobytu w Kambodży, ale te wszystkie świątynie tak nas rozochociły, że postanowiliśmy poświęcić im następne 24h cennego czasu. Dodatkowo przewodnik obiecał nam wizytę w pływającej wiosce. Poza tym, niespodziewanie, dołączyła do nas jeszcze jedna towarzyszka podróży, którą trzeba było się odpowiednio zająć. Upodobała sobie Andrzeja i nie opuszczała go na krok. Nazwaliśmy ją pieszczotliwie Kambodżańską K***ą (Klątwą ;)). Charakteryzowała się wysoką gorączką oraz regularnymi, bardzo częstymi wizytami w toalecie. Podczas, gdy Andrzej zajmował się jedną, Adam odkrył drugą – bezimienną co prawda, ponieważ jej złożoność i kompleksowość natury, nie pozwoliły nam jej jednoznacznie zaetykietować. Druga K***a (Koleżanka ;)) polegała na … gryzieniu przez zwierza rodzaju różnego. Zaczęło się przy wieczornej przejażdżce tuk-tukiem, kiedy to Adam zaatakowany został żądłem czyimś. Zaatakowana część ciała – zwana palcem – spuchła i zaczęła boleć. Trzeźwo myśląca ofiara ataku, poszła na recepcję naszego hotelu myśląc: ‘W dżungli mieszkają, pewnie nie takie rzeczy widzieli.’ Po okazaniu rzeczonej części ciała, reakcja pani na recepcji: ‘Co to ma być?!??!? Jak długo w dżungli mieszkam, pierwszy raz coś takiego widzę’. Adam postanowił uleczyć się sam odkażając się wewnątrz i na zewnątrz alkoholem typu Angkor. Jako, że Andrzej był nieustannie zajęty, cały wieczór dzielnie Adamowi pomagałam i odkażaliśmy jak tylko mogliśmy najlepiej, przy akompaniamencie dźwięków dochodzących z pobliskiego gekona.

To by było na tyle
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola, Andrzej i Adam🙂

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: