ANGKOR cz. I


Translate Polish to English

Już nawet nie wcześnie rano, ale w środku nocy obudziliśmy się, aby zdążyć do Angkor Wat na wschód słońca. Z ledwie otwartymi ślepiami, wtarabaniliśmy się w czekającego już na nas wraz z panem przewodnikiem tuk-tuka.
Na miejscu przewodnik – absolutnie genialny, profesjonalny i przesympatyczny – pobiegł kupić bilety wstępu do kompleksu świątyń. My natomiast niewyspani, marudzący, zrzędzący, na czym świat stoi mieliśmy nadzieję, że całe to śródnocne wstawanie się opłaci.
No i co tu dużo gadać, widok, który po kilku minutach się przed nami rozciągnął był i jest jak do tej pory jednym z najpiękniejszych, jakie widzieliśmy. Rozjaśniające się kolorami wschodu słońca niebo, odbijające się w stawie, na brzegu, którego staliśmy, było już wystarczająco pięknym obrazem, żeby wprawić nas w bezdech zachwytu. Ale wyłaniająca się stopniowo z ciemności, majestatyczna budowla Angkor Wat po prostu nas zmiotła z nóg.
A z resztą zobaczcie sami…

Po tym naturalnym spektaklu i długaśnej sesji zdjęciowej – przewodnik oprócz wszystkich powyższych zalet wyposażony był jeszcze w nieskończone pokłady cierpliwości – ruszyliśmy w stronę pierwszej świątyni.
Pan ‘Sprytny Bobik’ przewodnik obrał taktykę zwiedzania „pod prąd”. Oznaczało to, że szliśmy najpierw w nieco mniej uczęszczane i znane miejsca, aby uniknąć tłumów, które w tym samym czasie skupiały się w głównych najsłynniejszych punktach Angkor. Taktyka ta iście partyzancka, pozwalała nam na spokojne delektowanie się widokami i spokojną, sielską atmosferą zwiedzanych świątyń.
Na pierwszy ogień poszła Ta Prohm, pieszczotliwie zwana świątynią Tomb Raider, ze względu na jej udział w rzeczonym filmie.
Ta Prohm to jedyna świątynia, którą zostawiono bez znacznych rekonstrukcji i ingerencji w przejmującą miejsce w swoje posiadanie przyrodę. Przepięknie komponują się i przenikają nawzajem pozostałości budowli z wszechobecnymi pnączami, lianami i całą resztą miejscowej flory.
Wzniesiona na przełomie XII i XIII wieku służyła jako buddyjski klasztor i uniwersytet. Khmerski król Jayavarman VII ufundował ją, jako wyraz czci i szacunku dla swojej rodziny. Obrazy głównej postaci świątyni – Prajnaparamity (‘Mądrości Idealnej’) – bazowane były na modelu matki króla, a poszczególne części budowli dedykowane były starszemu bratu i królewskiemu religijnemu guru. Historyczne kroniki donoszą, że świątynia była domem dla ponad 12 500 mieszkańców – z tego 18 najwyższych kapłanów i 615 tancerek. Dookoła rozciągała się wioska zamieszkana przez 800 000 ludzi, którzy pracowali na utrzymanie świątyni. Jak większość świątyń Angkor, Ta Prohm była miejscem pełnym przepychu, bogato zdobiona złotem, perłami i jedwabiem. W XVII w. po najeździe Syjamu i upadku imperium Khmerskiego, ta piękna budowla została doszczętnie ograbiona i porzucona na pastwę otaczającej ją dżungli, która jak się okazało zaczęła upiększać ją na swój własny sposób (na przykład wężem połykającym gekona :/).

Najwyraźniej czymś musieliśmy się tutaj narazić naszemu przewodnikowi, bo postanowił nas unicestwić, ganiając nas po niekończących się (albo kończących się znienacka) schodach świątyni następnej.
Ta Keo jest przykładem świątyni-góry, obrazującej świętą pięcio-szczytową górę Meru – centrum i łącznik światów fizycznego i metafizycznego. Wzniesiona została ok. 1000r. przy użyciu tylko i wyłącznie piaskowca, jako budulca. Jej pięć wież, rozmieszczonych na planie kwinkunksa (cztery elementy na obrzeżach z jednym centralnym w środku), wnosi się na szczycie pięciopoziomowego tworu przypominającego piramidę. Wieża centralna sięga 45m wysokości. Budowla, dzięki specyficznemu wykorzystaniu perspektywy wydaje się być dużo bardziej masywna niż w rzeczywistości. Świątynia zwana Górą o Złotych Szczytach jest jedyną budowlą Angkor, która rozmyślnie nie została ukończona. Stało się tak za sprawą pioruna, który uderzył w jedną z wież. Wydarzenie to, przez kapłanów zostało odebrane jako zły omen i wszelkie prace wykończeniowe zostały przerwane.

Kolejny na tapecie – kompleks świątyń Angkor Thom i następne setki stopni do pokonania. Ale co tam! Dla takich widoków warto biegać i po rozżarzonych węglach.

O tym jednak w następnym poście😉 Ten już jest tak długi, że komputer się wiesza przy przewijaniu strony  ;)

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola, Andrzej i Adam🙂

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: