MONSUNOWE ŚWIĘTA I OSOBLIWY SYLWESTER. BINTAN, INDONEZJA


Translate Polish to English

Witamy!

Spędzane daleko, daleko, bardzo daleko😦 od Rodziny i Przyjaciół Święta Bożego Narodzenia postanowiliśmy rozweselić sobie, wybierając się do resortu turystycznego na Bintan – największą (1866 km kwadratowych) wyspę indonezyjskiego Archipelagu Riau. Położony na Morzu Południowochińskim Bintan jest odległy od Singapuru o ok. 40km i można się do niego dostać, dostarczającym wielu niezapomnianych wrażeń promem-wodolotem. Niezapomniane wrażenia składają się z przebywania w obecności ok. 300, cierpiących na chorobę morską pasażerów😉

Na miejsce docelowe wybraliśmy Nirwana Resort Hotel. Już on sam robi spore wrażenie: 245 pokoi, kilka barów, restauracji, hal konferencyjnych; do tego siłownia i przyhotelowy basen (kopia „nie-kończącego” się basenu w Marina Bay Sands – tylko 10 razy mniejszy i 57 pięter niżej😉 ) z barem🙂 Ale cały resort, to już całkiem inna para kaloszy… To taka osada składająca się z kolejnych hoteli, domków wypoczynkowych, mnóstwa restauracji i barów, centrum rekreacyjno-rozrywkowego (co, kto lubi: kręgle, masaż😉 ) i mini-zoo. Całość rozciąga się na 330 hektarach. Do tego – centrum sportów wodnych, które z powodu pory monsunowej było zamknięte. Podobnie jak plaże zresztą:/ … tzn. można było na nie wejść ale, albo się zostało monsunowo zdmuchniętym, albo wlazło się w kupo-podobną, ultra-odporną na zmywanie substancję naniesioną przez morze – tzw. tar (smoła).

W piątek, wieczorową porą, przybyliśmy do hotelu. Jako, że pędziliśmy prosto z pracy, wygłodzeni udaliśmy się wprost do przy-basenowej restauracji, gdzie natknęliśmy się na występ grupy tanecznej, prezentującej tradycyjny taniec indonezyjski (zdaje się, że z Jawy :/).

Po kolacji, nieświadomi jeszcze leżącego na plaży paskudztwa, poszliśmy nad morze. Podprowadziliśmy leżaki z pobliskiej chatki i cali szczęśliwi oddaliśmy się lenistwu🙂 A potem Andrzej pół nocy próbował doczyścić stopy i klapki ze smoły:/

Wigilia
Dziwne wrażenie sprawia Wigilia bez śniegu, w 30-stopniowym upale… Ale daliśmy radę😉 Hotel oferował kilka opcji na spędzenie wigilijnego wieczoru – my wybraliśmy kolację przy kolędach. Po wpisaniu na listę, cali szczęśliwi ruszyliśmy eksplorować resztę resortu.

Wieczorem zeszliśmy do recepcji, gdzie z hukiem rozpoczęło się kolędowanie. Przy dźwiękach „Rudolfa Czerwononosego” pod hotel zajechały „sanie” (czytaj: wóz) ciągnięte przez konia przebranego za renifera (AUTENTYCZNIE!!!) A z sań, oczywiście, wysiadło dwóch ciemnoskórych Mikołajów🙂 Interesujące zjawisko🙂

Po wszystkim ruszyliśmy na wigilijną kolację, na którą… nie chciano nas wpuścić🙂 Okazało się, że nie ma nas na liście. Postaliśmy, poczekaliśmy, podczas, gdy pan szef sali biegał gorączkowo wyjaśniać, co się właściwie wydarzyło. W końcu nas jednak znaleźli… Na kompletnie innej liście🙂 W każdym razie wszystko skończyło się szczęśliwie i po dostawieniu stolika – prosto z zaplecza!🙂 – mogliśmy przejść do konsumpcji. A było, co konsumować. Oj było! Tak nieco nie po tradycyjnemu, ale cóż zrobić: nadziewany indyk, beef wellington, owoce morza i nie-morza, sery pleśniowe i  nie – generalnie MNÓSTWO strawy różnorakiej.

Po kolacji, chcąc zakończyć wieczór doskonałą na trawienie lampką wina🙂 poszliśmy do hotelowego baru. Tu stanęliśmy twarzą w… niekoniecznie twarz, z indonezyjskimi tradycjami wigilijnymi😉

No cóż, co kraj to obyczaj😉😉😉

Pierwszy Dzień Świąt.
Rozpoczął się, jak to na pierwszy dzień świąt, bardzo leniwie. Całe do południe spędziliśmy na błogim nieróbstwie, w okolicach basenowych, obserwując ataki strasznych wiewiórek na niczego nie spodziewających się turystów😉

Po południu, dla odświeżenia, uraczyliśmy się masażem połączonym z obiado-kolacją. Masaż – bolesno-przyjemny (zakończony skręceniem karku :)), kolacja – spoko, atrakcje około kolacyjne – śmiechowe. Mieliśmy widok na tzw. flying-fox („latający lis”) – zawieszona pod kątem lina, z której zjeżdża się z punktu A do punktu B🙂 No i jakiś, prawda, rodzic wymyślił, że na takiego lisa wpuści swoje ok. 25kg dziecko. I toto biedne chuchro utknęło w połowie drogi. Dyndało sobie nad ziemią, nie wiedząc co się dzieje, a pod nim biegali wszyscy inni zastanawiając się jak je stamtąd ściągnąć. Wreszcie zholowali biedactwo, przy ogólnej uciesze tłumu czyli nas🙂

Wieczorem odsapnęliśmy nieco i poszliśmy… znowu jeść😉 Tym razem do restauracji serwującej tylko i wyłącznie owoce morza. Z braku laku🙂 musiałam spożyć swoje pierwszego w życiu kraba🙂 Gdyby nie to, że jedliśmy wcześniej, pewnie byśmy z głody umarli – toż to godziny zabiera, żeby się do niego dobrać! Ale trzeba przyznać, że warto powalczyć, bo pyszota🙂

Po kolacji Andrzej zapałał dziwną ochotą na ponowną wizytę we wspomnianym wcześniej barze… Pewnie mu tamtejsze wino smakowało😉😉😉

Drugi Dzień Świąt… i do domu😦
Oczywiście, tradycyjnie, ostatniego dnia zrobiła się przecudna pogoda – zero wiatru, chmury gdzieś zniknęły. Całe szczęście powrót mieliśmy zaplanowany dopiero na wieczór, więc jeszcze zdołaliśmy wykorzystać sprzyjające warunki atmosferyczne. Zaopatrzeni w butelkę wina poszliśmy piknikować na plażę.

Zmęczeni🙂 wylegiwaniem się, poszliśmy na obiad, a potem dla odmiany znowu na plażę🙂 Tym razem spędziliśmy czas bardzo aktywnie – tropiąc i śledząc różne morskie stwory…

Na zakończenie krótka wizyta w mini-zoo:

Wieczorem szybkie pamiątkowe zakupy i do domku…

OSOBLIWY SYLWESTER…

… wyglądał tak🙂

Koniec kwartału zmusił Andrzeja do spędzenia Sylwestra w pracy. A ja, tak na doczepkę, poczłapałam za nim :) Jak się okazało w pracy też można świętować. Szczególnie, jeśli wcześniej dostało się paczkę od zaprzyjaźnionej drużyny z Czech, w której pośród mnóstwa słodyczy niepostrzeżenie zaplątała się butelka Becherovki😉

No i to by było na tyle
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola i Andrzej🙂

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: