ArtScience Museum (Muzeum Sztuko-Nauki)


Translate Polish to English

Witamy ponownie!

A my znowu sobie świętowaliśmy. Tym razem z okazji Hari Raya Haji, albo prościej Eid-al-Adha😉 Nasza przyjaciółka Wikipedia, podpowiada nam, że jest to święto muzułmańskie. „Święto Ofiary/Składania w Ofierze” odnosi się do Abrahama i gotowości złożenia w ofierze Bogu swojego syna. Przypada na dzień, w którym kończy się coroczna, tradycyjna pielgrzymka do Mekki.
Tego dnia Muzułmanie ubierają się w najlepsze stroje i udają się na wspólną modlitwę. Zamożniejsi składają w ofierze zwierzęta: owcę, kozę, krowę albo wielbłąda. W ten sposób upamiętniają fakt, że Bóg oszczędził życie Izaaka, a Abrahamowi polecił w ofierze zabić baranka. Mięso dzieli się na trzy części: jedną część zatrzymuje rodzina, druga zostaje rozdzielona między krewnych i przyjaciół, a trzecia jest rozdawana biednym.

Tym razem święto przypadło na niedzielę, więc według panujących tutaj zwyczajów poniedziałek był dniem wolnym :) I właśnie wtedy wybraliśmy się do ArtScience Muzeum (Muzeum Sztuki i Nauki, a dokładniej Sztuko-Nauki :)) Nazwa odzwierciedla główną ideę jaką muzeum stara się przekazać – w sztuce obecny jest pierwiastek nauki i odwrotnie. Te dwa elementy są ze sobą ściśle powiązane. Tej samej idei przyświeca sam kształt budynku – nauki ścisłe: matematyka, fizyka przyczyniły się do powstania architektonicznego dzieła sztuki.

Aby się do muzeum dostać, musieliśmy jeszcze przejść dość specyficznym mostem – w kształcie heliksu DNA🙂

Toto takie na trzech filarach, to hotel Marina Bay Sands – masakrycznie drogie i tak samo ekskluzywne🙂

Muzeum zaprojektowane zostało przez Moshe Safdie. Nazywane jest „Zapraszającą/Powitalną Dłonią Singapuru”. Posiada 21 galerii, a ich łączna powierzchnia to ponad 15 tys. metrów kwadratowych. Kształt muzeum wzorowany jest na kwiecie lotosu. Jego „najwyższy płatek” umieszczony jest 60 metrów nad ziemią. Zewnętrzna warstwa budynku wykonana jest ze specjalnego włókna szklanego, wykorzystywanego w produkcji jachtów wyścigowych. Muzeum wznosi się nad „stawem” lilii wodnych, o powierzchni ponad 12 tys metrów kwadratowych. Z budynku rozciąga się przepiękny widok na Marina Bay Sands/Front.

Teraz na tapecie muzeum ma wystawę prac Salvadora Dali, i mocno interaktywną ekspozycję na temat pierwszego i ostatniego rejsu Titanica. Skuszeni bardzo BARDZO fajniusią promocją biletową zaliczyliśmy obie wystawy. Mózgi nam do tej pory parują😉

Na pierwszy ogień: Salvador Dali – Umysł Geniusza. Wystawa koncentruje się na tym, co najbardziej fascynowało i inspirowało Dalego. W dziesięciu galeriach zebrano 250 eksponatów: rzeźby, szkice, projekty. Wszystkie obracają się wokół centralnych tematów sztuki artysty, takich jak: kobiecość, zmysłowość, religia, mitologia, sen i fantazja.

Dali dopadł nas zanim jeszcze przekroczyliśmy progi muzeum🙂 Powitała nas reprodukcja rzeźby z najsłynniejszym motywem twórczości artysty – roztopionym zegarem – symbolizującym nieuchronny upływ czasu.

A sama wystawa już zupełnie przeniosła nas w surrealistyczny świat Dalego.

Często powtarzającym się motywem są szuflady. Symbolizują tajemnice, skryte zakamarki duszy. Te otwarte, to sekrety już ujawnione. Kule, laski, kostury to znak śmierci.

Większość rzeźb Dalego jest pozbawiona rysów twarzy. Artysta w ten sposób podkreśla ponadosobowość i uniwersalność swoich dzieł.

Hołd składany Modzie
„Ostatnie czego można wymagać od rzeźby to, to, aby pozostała bez ruchu”

W dziale poświęconym mitologii bardzo często spotykanym motywem jest motyl – odpowiednik duszy.

Według legendy Lady Godiva była żoną saksońskiego hrabiego. Hrabia nękał swój lud bardzo wysokimi podatkami, a kiedy Godiva błagała go, by je obniżył, obiecał, że to zrobi, ale pod pewnym warunkiem. Jego żona, całkiem naga, miała przejechać ulicami miasta. Godiva się zgodziła, poprosiła jednak by wszyscy mieszkańcy miasta pozostali w tym momencie w domu i szczelnie zamknęli okiennice. Wszyscy (prawie – oprócz pewnego zboczeniucha Toma, który i tak od podglądania oślepł) usluchali prośby swojej pani i Godiva mogła spełnić warunek męża. A ten faktycznie słowa dotrzymał i zniósł wygórowane podatki. Motyle we włosach Godivy podkreślają jej piękno zewnętrzne, jak i wewnętrzne: dobroć, współczucie i poświęcenie.

Dali pochodził z bardzo pobożnej rodziny, ale w pewnym momencie swojego życia od religii się bardzo oddalił. Nie na długo jednak, gdyż zaszczepione w dzieciństwie wierzenia powróciły w jego sztuce pod postacią biblijnych symboli, osób wydarzeń. Mnóstwo jest w jego dziełach aniołów – symbolu inspiracji. Poniżej anioł siedzi na ślimaku – symbolu ludzkiej głowy. Dzięki aniołowi, ruchy slimaka przestają być powolne, porusza się plynnie i zwinnie. Inspiracja, wena dodaje człowiekowi skrzydeł i odziera go z przyziemnych ograniczeń.
Powyżej Święty Jerzy, walczący ze smokiem. Jeśli się dobrze ustawić, można w lustrzanej powierzchni twarzy rzeźby zobaczyć siebie🙂
Kompletnie nie pamiętam, co przedstawiają te rzeźby….:/ Coś o palcu Bożym zdaje się…:/
Dali zupełnie nie odcinał się od komercjalizacji swojej sztuki. Wręcz przeciwnie – traktował ją jako strawę dla duszy, ale też jako coś, co pozwalało mu strawę postawić na stół. Angażował się w produkcję filmów (wspołpracował m.in. z Bunuelem, Hitchcockiem), projektował meble, przedmioty użytku domowego – nie miał żadnych problemów z wystawianiem swojej sztuki na sprzedaż. A każdemu, kto miał, odpowiadał po prostu:
„Jestem szczęśliwy, bo zarabiam 40 tys. dolarów, zanim jeszcze usiądę do śniadania”
Słoń, który jest łabędziem…
…łabędź, który jest słoniem😉
Wystawa pozegnała nas tak, jak nas przywitała – roztopionymi zegarami🙂
„Urządzenia mechaniczne miały stać się moimi największym wrogiem, a jeśli o zegary chodzi, te muszą być miękkie, albo ma ich nie być w ogóle!”
A na zakończenie kilka szkiców, oraz jak się nimi zachwycamy😉
A Dali wygląda tak🙂
Przytłoczeni ogromem wiedzy i kultury jakie na nas spłynęły, a także przechodzonymi kilometrami😉 musieliśmy sobie ździebko odsapnąć przy kaweczce i ciachu. Pokazalibyśmy Wam zdjęcia, ale nie wyszły, bo je prześwietliłam😉 Doładowani ruszyliśmy dali… dalej znaczy. Do Titanica!
Aby nam umilić czekanie w kilometrowej kolejce po bilety, obdarowano nas takimi oto ulotkami/gazetkami na temat wystawy „Titanicowej”. Wystawa podzielona była tematycznie: początek stanowiło zapoznanie się z historią powstania i konstrukcji statku (zaczęła się 31.03.1909 w Belfaście). Następnie przechodziło się do reprodukcji pomieszczeń statku: kabin pierwszej, drugiej i trzeciej klasy, restauracji, słynnej z filmu klatki schodowej🙂 i maszynowni. We wszystkich prezentowane były eksponaty jakie udało się wyłowić z wraku statku: naczynia stołowe, kawałki armatury łazienkowej, osobiste rzeczy pasażerów, urządzenia mechaniczne z maszynowni statku. Kolejna ekspozycja poświęcona była zderzeniu z lodowcem. Jej centralną część stanowił… lodowiec😉 Znajdowały się tu również cytaty z opowieści pasażerów, członków załogi – naocznych świadków zderzenia. Przedostania galeria poświęcona była pamięci osób, które zginęły na Titanicu. W ostatniej natomiast, zgromadzono wszelkie informacje na temat wszystkich ekspedycji do wraku statku.
Niestety robienie zdjęć na wystawie było zabronione… więc poniżej tylko kilka nieco nielegalnych😉
Kabina pierwszej klasy 
Kabina drugiej klasy
Pokład
Lodowiec🙂
„Wiadomość o zatonięciu ‚Titanica’ docierała do świata we fragmentach. Pierwsze raporty utrzymywały, że parowiec ‚Virginian’ zdołał dotrzeć do ‚Titanica’, ratując statek i wszystkich na pokładzie. Wkrótce jednak okrutna prawda wyszła na jaw. ‚Titanic’ zatonął. 705 uratowanych, 1523 zginęło.”
Aha! Dostaliśmy jeszcze bilety na Titanic🙂 Andrzej dostał bilet pana Emila Brandeisa – lat 48 z Omaha, Nebraska; podróżujący samotnie z portu w Cherbourgu do Omaha, Nebraska; pasażer klasy I; kabina B10; powód podróży: powrót z corocznej, czteromiesięcznej podróży po Europie, podczas której odwiedzał swoją siostrzenicę we Włoszech i siostrę w Szwajcarii; informacje o pasażerze: w Omaha nadzorował kilka projektów budowlanych, które przyczyniły się do rozwoju miasta, właściciel sklepu; członek licznych organizacji charytatywnych. A ja stałam się panną Kate Buss- lat 36 z Sittingbourne, Anglia; podróżująca samotnie z portu w Southampton do San Diego, Kalifornia; pasażerka klasy II; pokład E; powód podróży: opuszcza miasto rodzinne, gdzie pracuje jako ekspedientka w sklepie spożywczym i podróżuje do San Diego, by wyjść za mąż; informacje o pasażerze: ponieważ II klasa Titanica nie była w pełni wyprzedana, Kate miała kabinę tylko dla siebie, jeśli wszystkie kabiny II klasy byłyby wysprzedane, musiałaby dzielić ją z inną pasażerką.   A bilety takie dostaliśmy dlatego, że w galerii poświęconej pamięci pasażerów Titanica była lista wszystkich osób będących na statku z wyszczególnieniem tych, które przeżyły, bądź niestety nie. W tym miejscu chciałam z przykrością zawiadomić, że pan Emil do portu przeznacznia nie dopłynął😦
Z muzeum wyszliśmy już głęboką nocą ok. 20:00😉. W sam raz żeby zdążyć na przepiękny pokaz śpiewająco-grająco-zmieniającejkolory-plującejogniem fontanny🙂
No i to by było na tyle🙂
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola i Andrzej🙂

One thought on “ArtScience Museum (Muzeum Sztuko-Nauki)

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: