OGRODY PRZY ZATOCE i OKO SINGAPURU


Translate Polish to English

Przygotowania do kolejnego ultra-napakowanego atrakcjami dnia zaczęliśmy śniadaniem w lokalnej jadłodajni…. Tosty z kayą (słodkim dżemem kokosowym), jajka na bardzo miękko z sosem sojowym, rojak (sałatka owocowo-warzywna z grzankami, kiełkami fasoli, gotowanymi ziemniakami, ogórkiem, jabłkiem, ananasem… generalnie ze wszystkim, co można znaleźć w lodówce i nie tylko… utopiona w słodkim sosie orzechowym) i popiah (dosłownie ‘cienki naleśnik’ :) – wypełniony, ponownie, czym tylko się da: gotowaną rzepą, kiełkami fasoli, siekaną marchewką, kawałkami tofu, orzechami, cebulą) – wszystko to miało dać nam energię do pokonywania singapurskich kilomtrów. Ucztę śniadaniową urozmaiciła nam jedna z pań kelnerek, która nakrzyczała na mnie, że nie jem jajka w odpowiedni sposób, po czym wyrwała mi jedzenie z ręki i przygotowała poprawną wersję. Otóż, jeśli do tej pory spożywaliście jajko na miękko wybierając łyżeczką zawartość ze skorupki – klątwa pani kelnerki was dosięgnie. Jedyny, właściwy sposób wygląda tak: jajko obrać CAŁKOWICIE, płynną zawartość rozciapać z dodatkiem sosu sojowego w miseczce i dopiero zabrać się do jedzenia. Z MISECZKI!!!



Po dziennej porcji edukacji oraz porannej porcji strawy ruszyliśmy w drogę do „Ogrodów przy Zatoce” (Gardens by the Bay). Twór ten całkiem nowy i świeży otwarty został zaledwie kilka tygodni przed przyjazdem Adama – czyli niemal na jego cześć ;)

Ogrody rozciągają się na powierzchni 101 hektarów i położone są w malowniczy sposób nad samą zatoką. W skład parku wchodzą ogrody: południowy, wschodni i centralny. To „ogrodnicze” przedsięwzięcie ( (kosztujące bagatela miliard dolarów singapurskich = ok 770 milionów USD) jest częścią planu rządowego, który ma na celu przekształcenie Singapuru z Miasta z Ogrodami w Miasto w Ogrodzie. Jest to jedna z akcji rozprzestrzeniania zielonych obszarów po całym kraju. Otwarty w czerwcu 2012 stał się rozchwytywaną miejscówką przeróżnych koncertów i festiwali. Jego popularność urosła do tego stopnia, że zarząd parku musiał ograniczyć ilość organizowanych imprez do trzech tygodniowo. Limitacja wprowadzona została z troski o trawę niszczoną podczas wydarzeń – zarząd daje jej kilka dni między imprezami na dojście do siebie po wzmożonym wysiłku fizycznym i traumie deptania :)

Ogród Centralny pełni rolę łącznika między dwoma bardziej rozbudowanymi ogrodami: Wschodnim i Południowym. Rozciąga się na 15 hektarach, a jego najciekawszym punktem jest 3-kilometrowa promenada nad samą zatoką, łącząca centrum ze wschodnią częścią Singapuru. Spacerując można podziwiać niesamowite (szczególnie wieczorem) widoki miasta.

Ogród Wschodni (32 hektary) – tworzy go zestaw tropikalnych ogrodów, których kształt oparty jest na kształcie liści roślin. Każdy z ogrodów ma swój temat przewodni, specyficzny charakter i odpowiadający tematyce styl. Motywem przewodnim całego Wschodniego Ogrodu jest woda. Pięć specjalnie zaprojektowanych wlotów wodnych, odpowiednio dostosowanych do kierunku wiatru, naturalnie chłodzi i nawadnia obszar wokół ogrodu.

Ogród Południowy (54 hektary) – jedna wielka wystawa tropikalnego ogrodnictwa artystycznego, której tematem, motywem przewodnim oraz planem architektonicznym, na którym ogród jest zbudowany, jest orchidea – symboliczny kwiat Singapuru. „Zakorzeniona” jest przy wodzie zatoki (tu położone są konserwatoria), podczas gdy jej liście (większe tereny ogrodu: łąki, pola) i pędy (ścieżki, dróżki) łączą się z kwiatami (najważniejsze punkty ogrodów: ogrody tematyczne i drzewa-giganty).

Jednym z ciekawszych punktów w Ogrodach są konserwatoria kwiatowe: Kopuła Kwiatów (The Flower Dome) i Las Chmur (Cloud Forest). Budynki wygrały nagrodę Światowego Budynku Roku na festiwalu Architektura Świata 2012.

Kopuła Kwiatów jest większym z budynków – 1.2 hektara. Gromadzi rośliny typowe dla suchych regionów Śródziemnomorskich i półpustynnych obszarów tropikalnych (Australia, Ameryka Południowa, Afryka Południowa).  Najciekawsze okazy to: dojrzałe drzewa oliwne, palmy daktylowe z Wysp Kanaryjskich, baobaby (które są tak „wielkie”, że przechodziliśmy obok nich po kilka razy, zanim wreszcie je zauważyliśmy :/), południowo-amerykańskie palmy miodowe (lub winne, jak kto woli :)) oraz bardzo, bardzo rzadkie wolemie, które są tak RZADKIE, że ich dokładna lokalizacja w naturze trzymana jest w ścisłej tajemnicy – roślinne VIP. W budynku dodatkowo znajdują się ruchome wystawy kwiatowe – obszary skonstruowane w ten sposób, że raz na jakiś czas możliwa jest zmiana prezentowanych kwiatów.

Las Chmur jest nieco mniejszy – 0.8 hektara. Odtwarza chłodne, wilgotne warunki klimatyczne gór tropikalnych na poziomie 1000 – 3000 m.n.p.m. Gromadzi przedstawicieli flory z regionów Południowo-Wschodniej Azji oraz Środkowej i Południowej Ameryki. Punktem centralnym konserwatorium jest… góra. Cała obrośnięta różnoraką roślinnością. A! I mały szczegół, góra posiada… 35-metrowy wodospad. Tak. Wodospad. W budynku. I góra. Tak…

We wnętrzu góry znajduje się (a jakże!) winda, która zabiera zwiedzających na sam szczyt. Po czym zwiedzanio-schodzenie odbywa się po zawieszonych w powietrzu mostach. Każdy poziom prezentuje typową dla konkretnej wysokości roślinność. Partia najniższa to: paprocie, storczyki, kamelie. Poziom środkowy – Tajemniczy Ogród (Secret Garden) – gromadzi roślinność typową dla wąwozów np. gigantyczne paprocie z Nowej Zelandii. Na szczycie góry znajduje się Zaginiony Świat, zdominowany roślinami… mięsożernymi :/

Ostatnim punktem , jaki zwiedziliśmy w Ogrodach był niesamowity Most Podniebny. Zawieszony pomiędzy gigantycznymi kilkudziesięcio-metrowymi (wysokość od 25 do 50m), drzewo-podobnymi tworami. Ich główną funkcją nie jest jednak robienie imponującego wrażenia, ale dostarczanie całym ogrodom naturalnej energii. Wkomponowane w „drzewa” ogniwa słoneczne kumulują energię słoneczną, która wykorzystywana jest np. do oświetlania ogrodów (mimika fotosyntezy). „Drzewa” kumulują również wodę deszczową, która używana jest potem do nawadniania roślin oraz do utrzymywania fontann w parku. Po zapadnięciu zmroku super-drzewa stają się sceną dla show światła i dźwięku – Ogrodowej Rapsodii.

Ogrody są imponujące same w sobie, ale najbardziej imponujący jest fakt ich wielofunkcyjności: od zapewniania zwiedzającym starej, dobrej rozrywki, przed edukację, po – chyba najważniejsze – wykorzystywanie energii naturalnej do napędzania tego, gigantycznego parku.

Po Ogrodach przyszedł czas na Oko Singapuru (Singapore Flyer) – położone nad brzegiem Zatoki Singapurskiej gigantyczne Koło Młyńskie, z którego rozciąga się niesamowity widok na cały kraj, a jak pogoda dopisze jeszcze na Indonezję :). Nam pogoda nie dopisała i o mały włos w ogóle byśmy się na przejażdżkę nie dostali, ponieważ z powodu zbliżającej się burzy koło zostało tymczasowo unieruchomione. Kapką szczęścia jednak, zostaliśmy wpuszczeni jako ostatnia grupa przed uziemieniem.

Oko Singapuru, otwarte w 2008 r., jest najwyższą na świecie (165m) tego typu atrakcją. Koło o 150m średnicy, wybudowane jest nad trzy-piętrowym budynkiem, który stanowi coś na kształt terminalu (poczekalni) i mieści w sobie sklepy z pamiątkami, bary i restauracje

UWAGA!!! W ramach przestrogi – jeśli będziecie zmęczeni i głodni NIE IDŹCIE!!! do mieszczącego się w budynku Oka fast-foodu Popeys. Dają śmierdzące, przeterminowane kurczaki… o ile to, w ogóle były kurczaki :( KONIEC UWAGI!!!

Koło ma 28 klimatyzowanych wagoników, z których każdy pomieścić może 28 osób. Pełny obrót koła zajmuje 30 min. Początkowo koło obracało się w stronę zatoki, co szybko i w panice zostało zmienione za poradą ekspertów Feng shui ( starożytna chińska praktyka planowania budynków w zgodności z siłami natury i ich ochrony przed złymi duchami). Okazało się bowiem, że koło obracając się w stronę wody, zabierało ze sobą całe bogactwo miasta. Teraz szczęśliwie bogactwo zostaje napędzane z powrotem na ląd – OK.

Jak wspomniałam wcześniej, pogoda nam zdechła i cała przejażdżka oraz widoki skąpane były w strugach deszczu. Ale za to mogliśmy podziwiać niesamowity, groźny urok nadciągających nad miasto chmur burzowych. :)

Wieczorem zaciągnęliśmy Adama na rejs po rzece Singapurskiej. W to musicie nam uwierzyć na słowo, bo nie możemy znaleźć żadnych tego dowodów w czeluściach dysków komputerowych :(

Po rejsie, przyszedł czas na orzeźwiające drinki w pobliskim barze hotelowym. Dzięki naszemu, jak zwykle, niezastąpionemu Gruponowi zaopatrzyliśmy się w bony na alkoholową ucztę – 3 godziny nieograniczonego hulania po dostępnych drinkach w śmiesznie niskiej cenie :D Ale, nie dajcie się zwieść. Nie to było największą atrakcją wieczoru. Atrakcją wieczoru była prezentacja Singapurskich tradycji i folkloru, która wyglądała tak: w barze oprócz nas, Gruponową promocją delektowała się grupa lokalnych młodych ludzi. Zakładam, że byli w uprawnionym do picia wieku… chociaż na to nie wyglądali :/ W każdym razie, kiedy promocja się zakończyła o Kopciuszkowej godzinie jedna z obecnych dam zaczęła głośno (niezbyt składnie co prawda) i z żywiołem okazywać swoje niezadowolenie. Kelner starał się załagodzić sytuację jak tylko mógł, co rozwścieczyło białogłowę jeszcze bardziej – do tego stopnia, że chlusnęła mu szklanką bezcennego (bo ostatniego), alkoholowego napoju w twarz. Gentleman ten jednakże nie wyrżnął jej z piąchy jakby to uczynił niejeden ale oddalił się taktownie na zewnątrz restauracji, gdzie w wilgotnym ukropie Singapurskiego klimatu chłodził swoje nerwy zszargane. Fakt, że ktoś śmiał zignorować, tak filmowo perfekcyjny gest chlustania trunkiem w twarz, doprowadził niewiastę do dzikiej furii i ruszyła za kelnerem doprowadzić konflikt do końca… Łapiąc przy okazji z mijanego stołu nóż… do smarowania chleba… W tym momencie, opuszczając wygodną do podziwiania całego zajścia miejscówkę naszych foteli, zadecydowaliśmy, że trzeba wkroczyć do akcji i zapobiec zasmarowaniu kelnera na śmierć. Po paru chwilach sytuacja została opanowana. Gawiedź zapakowała rozeźloną babę do taksówki i chwiejnym krokiem opuściła miejsce zajścia. A my w towarzystwie kelnera, delektując się kolejnymi darmowymi drinkami (w podzięce za wstawiennictwo), rozmyślaliśmy o fakcie, że Singapur jest jednym z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Może rozwiązanie konfliktów zbrojnych i przestępczości narodziło się na naszych oczach właśnie – zamienić broń palną i sieczną na… noże do smarowania chleba. Proste.

To by było na tyle

Pozdrawiamy i do następnego przeczytania

Ola, Andrzej i Adam :)

About these ads

2 thoughts on “OGRODY PRZY ZATOCE i OKO SINGAPURU

Napisz coś...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 643 obserwujących.

%d bloggers like this: