FUJI ROCK 2013 – PIERWSZA PODRÓŻ NA PLANETĘ JAPONIA


Translate Polish to English

Zgodnie z tradycją naszego bloga – wydarzenia i podróże opisujemy dopiero, gdy nabiorą one mocy urzędowej. Średnio zajmuje to około roku czasu, choć tendencja ta zaczęła się ostatnio nieznacznie zmieniać. Wpis ten dotyczy naszej poprzedniej wizyty w Japonii w lipcu 2013, mimo że właśnie tydzień temu przyjechaliśmy tu mieszkać na pół roku. Aby jeszcze nieco bardziej skonfundować sytuację – w następny weekend (25 lipca 2014) wybieramy się na kolejną edycję festiwalu Fuji Rock, tym razem oczywiście 2014. Tyle słowem wstępu, z pewnością wystarczająco już namieszałem.

Japonia. Kraj kwitnącej wiśni (kwitnącej jakieś 2 tygodnie w ciągu roku). Miejsce magiczne i nietypowe. Ja miałem szansę wizytować Tokio wcześniej dwa razy, lecz wyłącznie w celach biznesowych. Chociaż moją drugą podróż rozszerzyłem o kilka dni, spędzonych nad projektem foto-video. Jednak wcześniej nie mieliśmy okazji pojechać razem z Olą. Aż do lipca 2013.

Nine Inch Nails. Czytaj dalej!

MITAMA MATSURI


Translate Polish to English

We środę (16.07) po pracy wybieramy się do świątyni Yasukuni, zerknąć na ostatni dzień obchodów Mitama Matsuri – święta poświęconego duchom przodków. Coś na kształt naszych Zaduszek. Świątynia położona całkiem niedaleko od naszego mieszkania – 20 min. spacerem – ale, że robi się późno biegniemy na pociąg do stacji Nagatacho. Do stacji 3min. Przejście podziemne do odpowiedniej linii i peronu – 10min… Spieszymy się tak bardzo, że aż zatrzymujemy się w jednej z jadłodajni. Zamówienie znowu składamy w śmiesznej maszynie przed wejściem do „jadalni”. Tym razem oprócz obrazków są angielskie opisy, więc nawet wiemy co jemy: sos curry z ryżem i kotletem wieprzowym – opcja bardzo ostra (Andrzej), oraz sos curry z ryżem i jajkiem na ultra-miękko – opcja w ogóle nie ostra (Ola). Zanim zdążymy przekroczyć próg, dania są już gotowe. Siadamy przy długim, wąskim stole zaopatrzonym w wodę i jakieś różowe ostro-kwaśno-słodkie pyszne pikle i zajadamy najpyszniejszy na świecie ryż z sosem. W odróżnieniu od curry tajskiego czy indyjskiego, japońska wersja jest równie aromatyczna ale słodka – nawet „ostra” wersja. Słodkie, niesłodkie, jakiekolwiek – i tak jest pyszne. Jak wszystko tutaj, nieważne gdzie się pójdzie i co się zamówi. Nawet kupowane w markecie „gotowce” na wynos są  małą ucztą dla podniebienia. OK, wracam zanim zaślinię klawiaturę… Czytaj dalej!

PIĘTNASTKA W SHIBUYA


Translate Polish to English

Kiedy 14-go lipca Francuzi świętują rocznicę zdobycia Bastylii, my z Andrzejem świętujemy rocznicę zdobycia siebie nawzajem. 15 lat temu – we Francji i to na wieży Eiffla – wpadliśmy po uszy w galimatias kłótni i pojednań, oślego uparcia i bezwarunkowego zrozumienia, ostrych sprzeczek i bezgranicznego wsparcia, zwariowanej i wspaniałej wspólnej przygody, która trwa do dziś :) Jako że właśnie wylądowaliśmy w Tokyo – na miejsce celebracji wybieramy równie zwariowaną dzielnicę Shibuya.

Jej centrum stanowi stacja kolejowa o tej samej nazwie, otoczona mnóstwem sklepów, barów i restauracji. Nas zanosi do sushi baru Czytaj dalej!

OHAYOU GOZAIMASU!


Translate Polish to English

(Dzień Dobry!)

Cała historia zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy SAP postawiło przed Andrzejem możliwość wykonania 6cio miesięcznego projektu w Tokio. Dość niewyraźnie majaczący gdzieś w oddali obraz, nabierał coraz bardziej korpulentnych kształtów, żeby dwa tygodnie temu zaowocować biznesową wizą do Japonii (w przypadku Andrzeja; ja bujam się na 90dniowej turystycznej ;)) Dwa tygodnie mijają jak z biczu strzelił na poszukiwaniach magazynu, który zaszczycimy naszymi nagromadzonymi przez prawie trzy lata gratami; badaniach lekarskich – na wszelki wypadek; zawieszaniu umów rodzaju wszelkiego i niekończących się pożegnaniach z przyjaciółmi, za którymi już tęsknimy. Ostatnia impreza z cyklu pożegnania, odprawiona bardzo rozsądnie kilka godzin przed odlotem, wymyka się nieco spod kontroli i o mały włos nie spóźniamy się na samolot :D Po setnym powiedzeniu pa! pa! ładujemy się z 30 kg nadbagażu (dla referencji: oficjalny dopuszczalny limit wagowy w Singapore Airlines 30kg na łebka :)) do taksówki, ujeżdżamy 2km i wracamy po telefon, który w ferworze pożegnań Andrzej zostawia w domu… No dobra – Ola zostawia w domu – ale już tyle razy gubiłam telefon, że głupio mi się przyznać :/. Czytaj dalej!

BANGKOK


Translate Polish to English

Jak zwykle rano, szybkie śniadanko i podwózka wynajętym samochodem (ok 2 i pół godziny, bez incydentów stłuczkowych) do Poipet, gdzie ustawiamy się w kolejce na przejściu granicznym i czekamy, co by nas wpuścili do Tajlandii. Ok. 2 godziny później, łapiemy tuk-tuk i każemy się wieźć na stację kolejową w Aranyaprathet skąd pociągiem mamy się przedostać się do Bangkoku. Na stacji kupa ludzi i zamknięte okienko biletowe, które jak się okazuje, otwiera się dopiero na godzinę przed odjazdem pociągu. Korzystamy z wolnej chwili i kupujemy prowiant na drogę. Przysmak podróży – biszkopciki Playboya. O 12:50 stoimy już w kolejce po bilet i kupujemy trzy w pierwszej klasie, czyli w przedziale zaraz za lokomotywą i … to już wszystko, jeśli chodzi o przywileje pierwszo-klasowe. ;) Pociąg jak to pociąg – pełen wrażeń :D Trzęsie, telepie, okna się nie zamykają/otwierają albo otwierają/zamykają się jak same chcą, dym lokomotywy kopci do środka – ubaw po pachy :D Podobno jeszcze lepsza zabawa w toalecie (eufemizm), gdzie trafienie do dziury w podłodze jest nie lada wyczynem ;) Za nami oryginalne tajskie dziecko, które bawi się nieustannie w a-ku-ku, obok nas oryginalny tajski mistrz :D W połowie drogi zaczyna lać na zewnątrz … i w środku, dzięki obdarzonym wolną wolą oknom. Czytaj dalej!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 623 other followers

%d bloggers like this: